Lex Dudek? Stawiam wniosek o reasumpcję decyzji

Piotr Mandrysz
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

Okoliczności, które towarzyszyły odsunięciu trenera Piotra Mandrysza, nawiązują wprost do moich dwóch opowieści z przeszłości. Ta pierwsza, z Sieprawia, mówi o odruchowym charakterze powziętej decyzji kadrowej, ta druga o niedostatku wyobraźni przy jej podejmowaniu i lekceważeniu pryncypiów pedagogiki sportowe


Nie ma bardziej produktywnego materiału wyjściowego dla medialnych wytwórni felietonowych, aniżeli zwalnianie z pracy trenerów piłkarskich. Najczęściej daje okazje do krytyki trzymających wajchę, uruchamiającą ruch wiadomej karuzeli. Nie taję, że od czasu do czasu posilam się twórczo co bardziej intrygującymi kulisami utraty etatu przez szkoleniowców. W miarę zdobywania doświadczenia na tym polu, staram się jednak brać na warsztat przykłady godne uwagi i namysłu, a nie łatwizny, będącej przyczyną rozweselenia czytelnika.
Z całą pewnością nie podejmę nigdy więcej tematu pogonienia trenera w przerwie meczu. Zdarzyło się to w realiach trzecioligowej rąbanki, toczonej we wsi Siepraw, której drużyna - Karpaty (?), podejmowała krakowski WKS Wawel. Zdenerwowany niepomyślnym rozwojem wydarzeń prezes wojskowych, nawiasem mówiąc w stopniu generała WP, w szatni wypowiedział umowę o pracę trenerowi, nie dopuszczając go do kontynuowania misji w drugiej połowie zawodów. Pokusa do wykpienia sytuacji była przeogromna: rozsierdzony oficer najwyższej rangi z jednej strony, doktor nauk wychowania fizycznego z szansą na habilitację, pracownik naukowy i trener I klasy w zderzeniu ekstremalnym, a nieopodal stadionu, na wzgórku, rząd bab kopiących ziemniaki… Nic, tylko siadać i pisać, a tytuł nasuwa się samoistnie: wykopki w Sieprawiu!

Z tej samej kategorii