Niepołomice chcą do Europy! A dlaczego by nie?!

Piłkarze Puszczy Niepołomice po wyeliminowaniu z PP Lechii Gdańsk.
 /  fot. Wojciech Włoch  /  źródło: Pressfocus

W Pucharze Polski nie ma już Legii, nie ma Lechii, nie ma Cracovii, odpadły Korona, Jagiellonia, Śląsk, Piast, więc powstał raban, że polska piłka klubowa pikuje ku prowincjonalizmowi, czyli że jej słoma z butów wyłazi, a poziom sportowy sięgnął Bruk-Betu.

 Jest temat do omówienia i to temat zasadniczy! W ósemce ćwierćfinałowej piłkarskiego Pucharu Polski pojawili się „intruzi”: Jastrzębie, Suwałki, Bytów i Niepołomice… Nie ma Legii, nie ma Lechii, nie ma Cracovii, odpadły Korona, Jagiellonia, Śląsk, Piast, więc powstał raban, że polska piłka klubowa pikuje ku prowincjonalizmowi, czyli że jej słoma z butów wyłazi, a poziom sportowy sięgnął Bruk-Betu.


Nakręcana przez sybarytów z dziennikarskiej warszawki opinia rozmija się drastycznie ze stanem faktycznym i wymaga rekontry. Jej siewcom zawsze sprawiały kłopot reporterskie podróże w Polskę, w pogoni za wielką piłką. W swoim czasie marudzili, że do Mielca nie ma jak dojechać na mecze Stali z Realem Madryt, HSV Hamburg, ba, nawet wyłudzali od kierownictwa klubu podstawianie samolotowych taksówek (sic!), a pod Wronkami trzeba było urządzić pałacyk hedonistycznych uciech w celu zapewnienia Amice obsługi medialnej w ważnych spotkaniach… Lenistwo, także intelektualne, domaga się koncentracji wydarzeń piłkarskich wyłącznie na Łazienkowskiej 3, tak aby można było po zakończonym spotkaniu pobiec jeszcze do rozmaitych stacji telewizyjnych i dokonać jedynie słusznej jego interpretacji.

Tymczasem największa frajda miłośnicza, jaką jest obejrzenie na własne oczy największego mecyje futbolowego na świecie - CR7, zapowiada się jako ceremonia funeralna, pozbawiona widowni, a tym samym nakazująca zajmowanie się resocjalizacją sprawców zamknięcia obiektu, a nie biciem piany o tym, kto słuszniej kopał futbolówkę. A tu, na dodatek, jeszcze przychodzi ruszyć dupska do suwalskiego przesmyku i niepołomickiej kniei… Nic, jeno siąść i płakać, ogłaszać regres i degradację poziomu, z którego da się wyprowadzić nawet przyczyny euroklęski inkasowanej przez Legię, pasowaną na kandydata do elity, równającego krok z Barceloną, Bayernem i oboma Manchesterami.


Jeśli przyjdzie się zgodzić na pojęcie regresu, to - moim zdaniem - zjawisko obejmuje przede wszystkim ekstraklasową wierchuszkę, akurat tę, która dała plamę w Pucharze Polski. Ich pogromcy z prowincji tymczasem stanowią oczywisty dowód bezprzykładnego rozwoju polskiej piłki nożnej, wyrastającego z oddolnego jej progresu. Dźwigają się umiejętności zawodników, rozkwita „pod strzechami” nowoczesna organizacja klubów, dokonuje się istna rewolucja infrastrukturalna. W podtarnowskim sołectwie Nieciecza, gmina Żabno, otwarto kompleks treningowy, o jakim Legia, Wisła, Ruch czy Cracovia mogą jedynie pomarzyć. W Niepołomicach nie trzeba było robić wycinki w puszczy, na treningowe boiska znaleziono miejsce na wygonie, na którym krowy pasano jeszcze za Kazimierza Wielkiego… W Jastrzębiu nigdy nie wyrzeczono się pamięci o ligowej piłce (1988/89), o pucharowych przewagach nad Wisłą i Legią cztery dekady temu, w Bytowie hojny sponsor jasno pokazuje kierunek działania inwestycyjnego. Swój ślad, bynajmniej nie lokalnej proweniencji, zostawił tam trener Paweł Janas, a jego następcy trzymają azymut, nacelowany na sukces, nawet międzynarodowy. Marzeń o zdobyciu Pucharu Polski nie da się wybić z głowy ludziom także z Suwałk. Od tego jest tam dyrektor-trener Jacek Zieliński, ten były legionista, któremu nie dane było rozwinąć się na Łazienkowskiej.


Przypadek pucharowego awansu czterech pancernych to, owszem, niespodzianka, ale nie ma nic wspólnego z niegdysiejszymi „wypadkami przy pracy” dotykającymi ekstraklasowe zespoły w Żaganiu, Karczewie, Sanoku czy Koninie. Tym razem jest to przejaw tendencji równania ku górze, wzrostu możliwości ośrodków, gdzie zdołano zbudować zaplecze inwestorskie, niemające wiele wspólnego z metropolitarnymi miastami, wielkimi skupiskami robotniczymi, typowymi dla PRL-owskiej rzeczywistości. Z dzisiejszym Pucharem Polski trzeba umieć żyć po nowemu; dawniejsze niespodzianki w postaci pojedynczych przypadków eliminacji potentatów ekstraklasy najwyraźniej przeszły w fazę grupową. Romantyka małych portów nabiera wiele pozytywistycznych cech: umieją liczyć pieniądze, więc nie rezygnują z milionowej premii za zwycięstwo na Narodowym i nie wstydzą się łaknąć Europy!

Z tej samej kategorii