Co grozi śmiałym z Niecieczy?

KORNEL OSYRA
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

W kraju rodzi się mit Bruk-Betu Termaliki jako bicza bożego na Legię… To, że w dotychczasowych czterech meczach ligowych B-BT nie dał się ograć Legii, nie jest bynajmniej nadprzyrodzonym przypadkiem.

Rodzi się w kraju mit Bruk-Betu Termaliki jako bicza bożego na Legię… Jako główny specjalista do spraw badań nad fenomenem klubu z Powiśla Dąbrowskiego, zmuszony jestem zabrać głos, by rozjaśnić nieporozumienia w temacie. To, że w dotychczasowych czterech meczach ligowych B-BT nie dał się ograć Legii, nie jest bynajmniej nadprzyrodzonym przypadkiem. Historycy właśnie przypomnieli, że małopolskie kluby już w latach 30. (Podgórze) i 50. (Wawel) dawały sobie radę z podopiecznymi MON i Sztabu Generalnego WP.

 

Nie czyniąc aluzji wobec skutków ich patentu na Legię, przypomnę związaną z tym zjawiskiem okrutną prawdę. Oba krakowskie kluby bardzo źle wyszły na postawieniu się jej. Zjednoczone siły stołecznych drużyn (Legia, Warszawianka, Polonia) w odwecie zepchnęły Podgórze w otchłań degradacji, z której biedaczyna nie może się wydostać od 1934 roku. Brakło wtedy - bagatela - 2 punktów do utrzymania. Brakło dlatego, że PZPN podarował Warszawiance powtórkę przegranego 0:3 meczu z ŁKS-em i w ten sposób skazał podgórzan na spadek. Pretekstem do powtórzenia meczu była tzw. afera koszulkowa, a jej kreatorem okazał się nieznający przepisów arbiter, niejaki Leracz. Nakazał Warszawiance - wbrew regulaminowi rozgrywek - zmienienie koszulek, do czego zobowiązany był gospodarz zawodów, w tym przypadku ŁKS. Stołeczna drużyna przywdziała biało-czarne stroje, aby odróżnić się od łodzian. Mecz przegrała, ale wytoczyła argument złamania przepisu przez sędziego i dopięła swego, wygrywając powtórkę.

 

Centrala futbolowa już w sezonie 1929 ujawniła swe antykrakowskie odruchy, odbierając przy zielonym stoliku tytuł mistrzowski innej drużynie dzielnicy Podgórze - Garbarni. De facto było to koło ratunkowe rzucone Warszawiance, na pohybel Podgórzu. Jeszcze okrutniej postąpiono z krakowskim OWKS-em (czytaj: Wawelem), co to nie tylko zdobył wicemistrzostwo Polski w 1953 roku, ale wygrał też rywalizację wewnątrz pionu armijnego z CWKS-em (czytaj: Legią). Tego ruscy generałowie na etatach Polaków, których w resorcie obrony było zatrzęsienie, a zwłaszcza kibicujący Legii Jerzy Bordziłowski (prezes PZPN 1951-1952) i Stanisław Popławski (wiceminister) nie mogli zdzierżyć. Wszyscy ostro rywalizowali o przychylność ówczesnego wielkorządcy w Prywiślańskim Kraju - marszałka Konstantego Rokossowskiego, ministra obrony narodowej.

Z tej samej kategorii