Wierzą w Wisłę. W cuda nie!

Rozwinięta do granic szaleństwa lojalność wobec Wisły nakazywała Kazimierzowi Kmiecikowi brać za dobrą monetę każdą drugoplanową rolę w sztabie trenerskim.

Mecz Krakow - Lwow z okazji 95-lecia MZPN
 fot. Krzysztof Porebski  /  źródło: Pressfocus

W polskiej piłce, wydawałoby się, opartej na zdrowych zasadach umysłowych i zwróconej frontem do naukowej koncepcji rzeczywistości, od czasu do czasu wkrada się czynnik magiczny. Czytam oto w ciekawie redagowanej rubryce „Sportu” - „Wygrani-Przegrani” - notatkę pt. „Sobolewski czyni cuda” i zastanawiam się, czy żart to, czy może jakaś przenośnia. Jest faktem, że od czasu dopuszczenia „Sobola” do ławki trenerskiej Wisła wygrała w brawurowym stylu mecze z pomorskimi zespołami… Ale też faktem jest, że przed nowo zatrudnionym szkoleniowcem na ławce wiślaków siedział Darek Wdowczyk i jeszcze mocniej dał się we znaki aktualnemu mistrzowi Polski - warszawskiej Legii. Zdołał z nią wprawdzie tylko zremisować, ale stało się to za sprawą feralnej jedenastki, do której podszedł nieupoważniony Paweł Brożek.

 

Jako zagorzały strażnik świętego ognia płonącego przy Reymonta stwierdzam autorytatywnie, że nie ma żadnych racjonalnych podstaw do przypisywania Sobolewskiemu przymiotów cudotwórcy. Gdyby nim był, z całą pewnością zapobiegłby sromotnemu laniu sprawionemu Wiśle przez szczecińską Pogoń. Nie dałby też powodu, aby „Biała gwiazda” została zaćmiona (0:4) w przyjacielskim meczu z Karpatami Lwów, rozegranym w ramach obchodów 105-lecia Małopolskiego Związku Piłki Nożnej. Jest faktem, że w obu przypadkach zespół składał się z wielu rezerwistów, a nawet debiutantów, no ale jeśli na ławce siedzi cudotwórca, mamy prawo oczekiwać, co najmniej, wyrównanej walki, a nie łomotu z ostatnią drużyną ligi ukraińskiej. Ponieważ wspomniany mecz o charakterze międzynarodowym - odbywał się w dniu Święta Niepodległości - lepszą okazję do objawienia charyzmatu cudotwórcy trudno znaleźć.


Nawiasem mówiąc, nie ma stuprocentowej pewności, czy aby wznosić peany na cześć zwycięskiej Wisły wyłącznie samemu „Sobolowi”. Jeśli tak, to krzywdzimy trenera Kazimierza Kmiecika, protokolarnie pierwszego szkoleniowca drużyny. Jak wiadomo, były defensywny pomocnik Wisły i Górnika Zabrze przeciągnął do przedmościa czterdziestki karierę zawodniczą, w związku z czym w drodze do osiągnięcia papierów upoważniających do prowadzenia drużyny ESA jest mocno spóźniony. Jest na finiszu kursu UEFA A, ale przepustką do siadania na ławce trenerskiej w ekstraklasie jest dyplom UEFA Pro, którego zdobycie zajmie mu więcej czasu niż bieżący sezon. Formalnie więc nie ma prawa zarządzać zespołem w trakcie zawodów najwyższej klasy rozgrywkowej. Praktyka polskiego futbolu, na szczęście, wymyśliła pojęcie „słupa”, czyli trenera z licencją, zastępującego właściwego szkoleniowca przed obliczem sprawdzającego tę fikcję arbitra…


Aliści Kmiecik nie jest typowym „słupem”, jeno równorzędnym trenerem, na którego spada taka sama porcja odpowiedzialności za zwycięstwa i porażki. Nie miał chłop w trenerskiej posłudze minimum fartu, które niekiedy decyduje o pozycji w branży. Rozwinięta do granic szaleństwa lojalność wobec Wisły nakazywała mu brać za dobrą monetę każdą drugoplanową rolę w sztabie trenerskim. A przecież były dobre okazje, by twardo domagać się dla siebie pierwszej pozycji, zwłaszcza gdy zajmowali je fachowcy nie najwyższych lotów. Bo Kmiecika zawsze oceniano nie po tym, co robi, jeno po tym, co mówi! A Kmiecik elokwentny nigdy nie był i nigdy nie będzie. Jest wyznawcą zasady o milczeniu jako ekwiwalentu złota! Zawsze dawał prymat gołym faktom, choćby takim jak strzelenie gola, a nie jego projektowanie werbalne…

 

A ponieważ w Polsce wygadani mają więcej do powiedzenia w futbolu, wyznawcy czynu i warsztatu wzięcia u prezesów i menedżerów nie mieli i nie mają. Jak będzie w przyszłości, nie wiemy. Póki co w Krakowie, być może, rodzi się pewien przełom, bo mamy akurat do czynienia z pewnym odstępstwem od tej praktyki. Nie tylko Kmiecik, ale i Sobolewski, unikają „gadanego”, wyznając lakoniczność przekazu za siostrę talentu i kompetencji. Owszem, wierzą w Wisłę, ale nie w cuda!

 

 

***

W sobotę Wisła Kraków zremisowała 1:1 w meczu 19. kolejki z Cracovią.

 

Z tej samej kategorii