Wisła nie cierpi, może wręcz zyskuje...

Nie wygląda na to, by Wisła cierpiała bez Bogusława Cupiała.
 /  fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Według „Forbesa” majątek Bogusława Cupiała, uwolniony od bankowych rygorów powstałych z racji balastu wydatków piłkarskich, urósł w jednym 2016 roku o 300 procent!

Przypomniał o sobie Jakub Meresiński - żulik i knajak, który z Markiem Citką - dla niepoznaki - w prosty sposób oszukał właściciela Wisły, Bogusława Cupiała. Trafił tam, gdzie jego miejsce, usłyszał zarzuty; pora, by prokuratura zajęła się radnym Citką, który odegrał rolę w uwiarygodnieniu szemranego biznesmena.
Tymczasem Cupiał ma się dobrze, bo chociaż został oszwabiony na 5 milionów złotych, opchnął Wisłę niczym stary traktor na przetargu. Jego interesy, zamulane przez ostatnie lata garbem wiślackim, po jego zeszlifowaniu rozkwitły nad podziw. Pisaliśmy już w tym miejscu o tym, że według „Forbesa” jego majątek, uwolniony od bankowych rygorów powstałych z racji balastu wydatków piłkarskich, urósł w jednym 2016 roku o 300 procent! Na marginesie bezprecedensowej naiwności służb księgowo-prawnych Tele-Foniki, zdesperowanych w szale pozbycia się Wisły, pojawia się intrygujące pytanie: co dalej z klubem?
Obowiązujące w środowisku piłkarskim przekonanie, że bez Cupiała i jego kabli Wisła nie ma racji bytu, z dnia na dzień przechodzi w miarę optymistyczną weryfikację. Najwięcej zyskała idea optymalizacji ważnych dla klubu decyzji sportowych, kadrowych, finansowych! Nie ma potrzeby uzgadniania wydawania każdej złotówki z „centrum dowodzenia” z Myślenic, pracownicy administrujący na co dzień klubem nie muszą prosić o pozwolenia na samodzielne wykonanie czynności fizjologicznych, w związku z czym nie są zawracani z drogi do pisuaru… Nie ma już kuriozalnych, służbowych podróży; takich, jak na przykład na Chorwację, do klubu Slaven Koprivnica, z przykazem wynegocjowania aktu woli bezpłatnego powrotu Petara Brlieka w rodzinne strony!!! Jeśli dobrze widzę, nic w klubie nie weszło w fazę ruiny, wręcz odwrotnie, pojawiła się nawet w pejzażu własnościowym sylwetka wypasionego autokaru za półtorej dużej bańki z napisem -„jazda, jazda…” Na koszulkach piłkarzy pojawiła się po siedmiu latach reklama firmy sponsorskiej, spartańskie zaopatrzenie gastronomii strefy VIP na stadionie zastąpił catering godny ekstraklasy. Oczywiście, o eldorado trudno mówić, zwłaszcza jak się wie, że obóz zimowy w znacznym stopniu sfinansowali kibice, zrzucając się do kapelusza w identyfikacyjnym zapale.
Z dużym prawdopodobieństwem, a nawet pewnością, należy jednak mówić o ekonomice Wisły jako ciągle niezrównoważonej, faszerowanej zobowiązaniami, pozostającej pod nadzorem finansowym licencjodawcy z PZPN. Aliści dopiero teraz stało się jasne, z jakiego korkociągu został klub wyprowadzony i jak niewiele brakowało, aby w wyniku odpuszczenia Wisły przez Cupiała walec bankructwa właśnie kończyłby równanie terenu po wielkim klubie piłkarskim. W najbardziej zradykalizowanych kręgach okołowiślackich pojawia się teoria o klubie jako mieniu porzuconym przez ikonę polskiego sponsoringu, za jakiego uchodzi Cupiał.
Idąc dalej w zapale spóźnionej krytyki właściciela Tele-Foniki, niektórzy próbują jego rolę zdecydowanie odbrązawiać. Domagają się przede wszystkim obiektywnego bilansu całokształtu tego, co zyskał Cupiał w okresie, kiedy piłkarze mistrza Polski nosili na piersiach reklamę Tele-Foniki. Wariant skrajny tego poglądu powiada, że nikomu nieznana myślenicka spółdzielnia „Raba”, przekształcona przez Cupiała w monopolistę produkcji kabli w Polsce, mogła tak gwałtownie się rozwinąć dzięki promocji przez zasłużony klub, robiący europejską karierę. W tym kontekście programowe niedoszacowanie korzyści uzyskiwanych przez sponsora nie dawało uczciwej odpowiedzi na pytanie: czy Maciej Pocieja miał za dobrodzieja, czy raczej Pociej Macieja?
Na potwierdzenie tej ryzykownej tezy bardziej ponoć zorientowani komentatorzy przytaczają np. nieuwzględniane zysków, jakie Cupiał notował za sprawą prowadzenia wyjazdów i obozów drużyn przez własną, specjalnie stworzoną firmę usługową, nie liczącą się z kosztami… Nawet Piotr Skrobowski, człowiek, który wraz z prezesem Ludwikiem Miettą-Mikołajewiczem „wynalazł” Cupiała i przekonał go do przejęcia klubu, sugeruje, że główny bohater tej felietonowej pieśni ostatnim, fatalnym aktem sprzedaży Wisły Meresińskiemu, unieważnił swoje pomyślne 19 lat zawiadywania klubem. Mocne, ale też dyskusyjne…

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~gigiUżytkownik anonimowy
~gigi :
No photo~gigiUżytkownik anonimowy
cupiał narobił długów i uciekł sprzedając wisłe byle komu, aż się wierzyć nechce że go nieprześwietlił.
WISŁA PANY i tak przetrwamy!
29 mar 14:50
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~alcybiadesUżytkownik anonimowy
~alcybiades :
No photo~alcybiadesUżytkownik anonimowy
Ktoś tu starzeje się bez godności...
25 mar 22:25
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii