Skoki: loty i odloty, czyli wcale nie jest dobrze

Kamil Stoch
 /  fot. Piotr Matusewicz  /  źródło: Pressfocus

To, że po dekadzie wielkich osiągnięć Adama Małysza przydarzyła nam się postać Kamila Stocha, do którego doszlusowuje kilku kolegów z kadry, nie daje jeszcze podstaw do przypisywania nam cech górskich orłów.

Po zwycięstwie olimpijskim Janusza Kusocińskiego w Los Angeles w 1932 roku warszawska ulica, a także salony, dostały kręćka, podbijając bębenka narodowej dumy, a nawet pychy. Do wzrastającego od dekady przekonania o Polakach jako urodzonych jeźdźcach (echo sukcesów naszych reprezentantów w Pucharze Narodów), doszła nowa mania postrzegania nas jako skończonych biegaczy na długich dystansach…

Wtedy to Antoni Słonimski, epatowany zachwytami nad formą sportową zawodnika „Warszawianki”, miał zadać rozbrajające pytanie o cel i kierunek jego biegania… Skamandryta nie miał estymy do olimpijskich triumfów naszych reprezentantów i to już od chwili, gdy Halina Konopacka przywiozła z Amsterdamu złoty medal („na podstawie wyników Konopackiej nikt nie nabierze podziwu dla naszej kultury fizycznej”).

Wracam do dawnego zjawiska sceptycyzmu wobec wyczynu sportowego objawianego przez naszych intelektualistów, pisarzy, artystów, ponieważ pojawia się oto nowa, nieposkromiona w swym patosie, bezkrytyczna fala euforii wobec naszych przewag w skokach narciarskich. Wysunięta została nawet sugestia o narodowym charakterze wyjątkowych predyspozycji do tej gałęzi narciarstwa. Nic to, że właśnie legł w gruzach mit o wyjątkowych predyspozycjach Polaków do piłki ręcznej, wywodzony nawet od żelaznej siły moralnej legionistów zapuszkowanych przez Niemców w obozie pod Kaliszem (Szczypiorno). Nic to, że korodują stalowe fundamenty wielkiej reprezentacji Rzeczpospolitej Polskiej w siatkówce, którą pochopnie okrzyczano naszą wyjątkową specjalnością… To, że po dekadzie wielkich osiągnięć Adama Małysza przydarzyła nam się postać Kamila Stocha, do którego doszlusowuje kilku kolegów z kadry, nie daje jeszcze podstaw do przypisywania nam cech górskich orłów, fruwających na europejskich skoczniach, bez uwzględniania praw fizyki, zwłaszcza tego, przypisywanemu Izaakowi Newtonowi!

Gdyby rzeczywiście polskie geny zawierały komórki predestynujące nas do klasycznych sportów zimowych, mielibyśmy coś do powiedzenia także w biegach narciarskich (Kowalczyk wyjątkiem!), biatlonie, kombinacji norweskiej na przykład. Pośpieszna heroizacja kadry Horngachera nie uwzględnia - przepraszam bardzo - niszowego zasięgu tej dyscypliny, tak naprawdę uprawianej ledwie w Alpach, Tatrach, Karkonoszach, w Skandynawii i Japonii. Nie można nazywać sportem narodowym dziedziny skupiającej (w porywach) niecałe tysiąc adeptów z kilkunastu klubów!

Za fasadą triumfalizmu ukrywa się uwiąd zaplecza zawodniczego, tragiczna sytuacja finansowa klubów, niedorozwój bazy. Ilustracją mało budującego stanu dyscypliny niech poświadczy frekwencja zawodników w konkursie, którego stawką było mistrzostwo Polski. Wystartowało raptem 35 skoczków - najmniej od bardzo wielu lat! Wizje o totalnym zdominowaniu podium najważniejszych imprez przez polskich skoczków ocierają się poniekąd o twórczość science fiction, co wkrótce może się sprawdzić na mistrzostwach świata w Lahti. Najważniejsi do tej pory zawodnicy niemieccy i austriaccy z całą pewnością przełamią przejściowy kryzys związany ze zmianą pokoleniową i nie oddadzą tak łatwo pola.

Poetyka niektórych wypowiedzi, przypisujących polskim zawodnikom nadprzyrodzone właściwości i kaskaderskie przymioty, dające podstawę do uznania ich za przedstawicieli „narodu wybranego”, o ile nie jest trudną do rozszyfrowania cienką ironią, zmusza ludzi trzeźwo patrzących do przerywania skrajnych odlotów myślowych. Niebezpieczne zwłaszcza jest wiązanie typowych predyspozycji psychofizycznych skoczków do zestawu wiodących cech całego narodu. Badał te sprawy profesor Zdzisław Ryn z grupą krakowskich współpracowników … Wykazał np. wyjątkowo niski, poniżej średniej, poziom wykształcenia (wyjątek mgr Maciek Kot) uprawiających skoki, a także podwyższoną gotowość do podejmowania ryzyka. Z całym szacunkiem dla wszystkich, których mołojecka odwaga pcha na rozbieg skoczni, takie cechy przypisane uogólniająco całemu narodowi nie usposabiają nazbyt optymistycznie. Owszem, w skali mikro mogą okazać się wielce przydatne na góralskim weselu, ale nie zdominować pejzaż ludzki kraju nad Wisłą…

 

Z tej samej kategorii