Zamiast hejnału powitalnego

Michał Probierz
 fot. Krzysztof Porębski  /  źródło: Pressfocus

Prawdziwym szlagierem sezonu transferowego jest meldunek trenera Michała Probierza pod Wawelem. To już drugie jego podejście na tym kierunku, albowiem przed pięcioma laty nie dano mu rozwinąć skrzydeł i po paru miesiącach podziękowano za pracę. W Wiśle, liżącej rany po rabunkowej gospodarce holenderskich zarządców, nie znalazł wspólnego języka zarówno w biurowcu Tele-Foniki, jak i w klubie.

Dziś podjął rękawicę po drugiej stronie Błoń, przy okazji demonstrując pełną gamę ruchów zwodzących opinię publiczną, prezentując jednocześnie trudną do pobicia skalę możliwości na rynku pracy. Rozstając się z Jagiellonią, z którą kolejny raz przebił się do Europy, postawił na indywidualny, zagraniczny kontrakt, co pisze się mu jako autentyczną chęć rozwoju. Biorąc rozbieg do skoku za Odrę, wylądował we Wrocławiu, gdzie konstruowano obiecujące konsorcjum właścicielskie, oparte na pomyśle Andrzeja Kuchara. Probierz miał tam mieć pozycję, jakiej dotąd w polskiej piłce nie posiadł żaden szkoleniowiec. Skrzyżowanie kompetencji trenera i menedżera ze statusem akcjonariusza - kto wie? - zapowiadało model wyjątkowo skutecznej, silnej ręki zarządczej, do której Probierz ma predyspozycje szczególne… Nic z tego nie wyszło, a szczegóły uwalniania samorządowego suwerena od roli inwestora, sponsora i włodarza niegdysiejszego klubu Śląskiego Okręgu Wojskowego, owiane są tajemnicą biznesową.
Łatwiej natomiast o przecieki dotyczące koordynatów, powodujących gwałtowny zwrot w dalszych planach trenera. Podobno prezes Cracovii dysponował argumentami finansowymi, którym trudno się oprzeć, a które są oczywistym dowodem o zbliżaniu się płacowych standardów naszej ekstraklasy do średniej europejskiej! Z objęciem trenerskiej batuty w Cracovii przez człowieka nie tylko z dorobkiem, ale z niekonwencjonalnym warsztatem, rodzą się spore nadzieje w Krakowie. Dotyczą one przede wszystkim uruchomienia rezerw, jakimi dysponuje Cracovia, co przyniesie w efekcie oczekiwane od dawna doszlusowanie jej piłkarzy do krajowej czołówki.
Pod tym kątem należy rozpatrywać zdecydowane ruchy kadrowe nowego personalnika, rugującego grupę piłkarzy-minimalistów. W związku z nową polityką kadrową rozwiązany został elitarny klubik rezydentów, w którym czołowe role odgrywali Piotr Polczak, Mateusz Cetnarski i Marcin Budziński. Nowa miotła, uruchomiona we właściwym czasie, ma spore szanse na przełamanie swoistej stagnacji na Kałuży, pod jednym wszakże warunkiem. W tym miejscu zaczyna się kontrapunkt niniejszego utworu felietonowego, bo dla Czytelnika jest chyba oczywiste, że nie powstał on jako odmiana powitalnego aktu strzelistego na cześć Michała Probierza. Tekst powstaje jako sygnał o możliwej antynomii układu Probierz-Filipiak. Werbalizuje się on w pierwszym wariancie zapowiedzią sezonu 2017/18 jako czasu chwały i awansu Cracovii do europejskich pucharów. Wtedy ma nawet szanse idea postawienia Probierzowi pomnika w sąsiedztwie monumentu Józefa Kałuży.
Wariant drugi jest mniej pomyślny dla wszystkich. Za jego kwintesencję uznać trzeba ewentualne zderzenie na kolizyjnym kursie osobowość trenera i typowe dla właściciela klubu omnipotencja sięgająca dylematów szatni. Tu może (choć nie musi) odżyć tzw. efekt Oresta Lenczyka, osobowości stanowczo zbyt silnej, jak na poziom ego Filipiaka. Esencją tego psychozjawiska, wpływającego od 15 lat na klimat pracy trenerów Cracovii, jest zasłyszana opowieść o tym, jak Lenczyk meldował się na pokładzie tego klubu. Już po paru zdaniach wypowiedzianych przez trenera - wspominał Profesor - miałem wrażenie, że to nie ja jego najmuję do roboty, ale jest dokładnie odwrotnie: to trener daje mi posadę!...
Nie ma danych porównawczych, mierzących poziom podmiotowości i niezawisłości Lenczyka i Probierza. Pewną porcję wiedzy w tym temacie można jednak uzyskać, zestawiając bogatą bibliografię ich wypowiedzi z konferencji i wywiadów prasowych. Ale nawet aptekarska kwerenda ich słynnych bon motów nie daje jasności, kto wyżej szybuje w wolnym, swobodnym locie nad krajobrazem ludzkim, trenowanej przez siebie drużyny: Bieszczadzki Orzeł czy Śląski Sokół?...

Z tej samej kategorii