Czy Legia może polec?

Gornik Zabrze - Legia Warszawa
 fot. Lukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Kiedy pomeczowa narracja opisująca ironicznie kategorię i rozmiary porażki piłkarzy warszawskiej Legii zawiera czasownik „legła”, z góry wiadomo, że po to słowo sięga kibic ze Śląska, Poznania, Łodzi albo z Krakowa…

Niekiedy antylegijna euforia dopada również samych zawodników, bywa, że i dziennikarzy. Sam nie jestem bez winy, bom zainfekował swój repertuar śpiewanych bon motów już w 1972 roku. Wtedy to „tymi ręcami” walnie przyczyniłem się do pierwszego w historii spadku koszykarzy Legii z ekstraklasy. Pewnie dlatego lepiej pojmuję inkryminowaną frazę.

 

Do popisów wokalnych od dawna się nie wyrywam, bo i głos, i słuch nie ten, aliści gdybym był w Zabrzu w zeszłą sobotę, kto wie, czy bym nie dołączył do chóru? Legia bowiem nie wykorzystała daru losu, jakim była polska przemiana ustrojowa 1989, która zamknęła definitywnie źródło ogólnopolskiej niechęci wobec niej. Przestała wówczas być centralnym klubem Ludowego Wojska Polskiego, co przez epokę PRL pozwalało jej drenować kadrowo konkurencję ligową przy pomocy karty powołania do zasadniczej służby wojskowej. W kraju narastały z tego powodu naturalne nastroje wrogości i odwetu, w szczególności na Śląsku i w Poznaniu, gdzie branki w kamasze najbardziej osłabiały miejscowy potencjał piłkarski.

 

Futbol krakowski, za sprawą gwardyjskiego statusu Wisły, w zasadzie korzystał z przywileju unikania daniny kadrowej składanej Legii. Wystarczyło wcielić poborowego zawodnika do jednostki wojskowej podporządkowanej resortowi spraw wewnętrznych i było po problemie. Mimo tego niedawny transfer Krzysztofa Mączyńskiego z Wisły do Legii wywołał wśród kibiców pod Wawelem histerię nieprawdopodobną. Odsądzono piłkarza od czci i wiary, a wena internetowych hejterów sięgnęła nawet po transkrypcję jego nazwiska na Money-czyński…

 

Nietrudno się domyślić, że przegrana Legii w Zabrzu, już z Mączyńskim w składzie, dostarczyła hektolitrów paliwa podsycającego tradycyjny antagonizm. Szukając źródeł zabrzańskiej animozji wobec Legii, wypada zwrócić uwagę na szczególnie silny resentyment związany z pamiętnym meczem na Łazienkowskiej, rozstrzygającym o mistrzostwie Polski w sezonie 1993/94. Przetrwał do dzisiejszego dnia z racji grandy korupcyjnej na poziomie dotąd niespotykanym, reżyserowanym środkami wyrazu iście mafijnymi. Sędzia z Nowej Soli po prostu usuwał z boiska trzech kolejnych piłkarzy Górnika aż wykuglował zwycięski remis dla gospodarzy. Nikomu z tej racji nie spadł włos z głowy, PZPN, sterroryzowany skutecznie przez kiboli warszawskich w odwecie za zabranie tytułu Legii w sezonie poprzednim, milczał jak zaklęty.

 

Od tej pory wszystkie demony dyscypliny mogły wyjść z ukrycia i rozpocząć swoje nieposkramiane harce. Obowiązująca od tego momentu cezura bezkarności otworzyła dekadę korupcyjnej prosperity. Niewiele klubów zdołało się obronić przed zarazą, wśród nich znalazł się Górnik, co dodatkowo pogłębia wiadomy uraz na zasadzie kontrastu moralnego. Najnowszym motywem nakręcającym negatywne kibicowskie nastroje bijące w Legię staje się jej dominacja ekonomiczna, rekordowy budżet, o którym reszta Polski może jedynie pomarzyć.

 

W pauperyzującym się gwałtownie Zabrzu ten chorobliwy przecież stan pogłębiały dodatkowo postacie kolejnych współczesnych włodarzy z Łazienkowskiej. Typowi półpankowie XXI wieku, z małymi wyjątkami, demonstrowali nieskrywane poczucie wyższości wobec konkurentów sportowych. Ich tromtadrację można zilustrować najbardziej oburzającym grepsem dziś zapomnianego na amen prezesa Legii, który publicznie deklarował, że obawia się… zostawiać palto w szatni zjazdu PZPN! Jego następcy, w miarę umacniania pozycji drużyny w ekstraklasie, zaczęli objawiać też imperialne aspiracje, starając się wpływać na organizację życia piłkarskiego w kraju pod własny obstalunek. W klubach renomowanych, o niekwestionowanym autorytecie i z udokumentowanymi sukcesami na arenie krajowej i europejskiej (Górnik, Wisła, Lech), takie uzurpacje budzą niechęć… Dlatego nie powinny dziwić kibicowskie parantele nazwy własnej aktualnego mistrza Polski: legła, zległa, poległa, zaległa...

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~PiekarzaninUżytkownik anonimowy
~Piekarzanin :
No photo~PiekarzaninUżytkownik anonimowy
Nie wiem, czy Pan Redaktor był na meczu w Zabrzu, ale ja byłem. Byłem i jako Ślązak z dziada, pradziada bardzo źle się na nim czułem. Z takim powszechnym chamstwem jeszcze na stadionie się nie spotkałem, a przez ponad 50 lat życia trochę ich poodwiedzałem, również w ostatnich latach. Kiepski ten felieton, skoro podsyca nienawiść do własnej stolicy. Ja, chociaż cale życie mieszkam na Śląsku z miejsca stałem się sympatykiem Legii.
26 lip 08:00 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii