„Kibolski półświatek zdobył kolejną rubież kontroli nad klubami”

W nieparlamentarnej do bólu ogólnopolskiej debacie o przyczynach i skutkach łomotu, jaki sprawili kibice Legii swoim zawodnikom, przebił się głos Macieja Zielińskiego, niegdyś reprezentacyjnego koszykarza z Wrocławia... Zadał on na TT fundamentalne - dla przebiegu nocnej egzekucji - pytanie: dlaczego trener Romeo Jozak bezczynnie patrzył na kucie mord swoim podopiecznym, zamiast organizować samoobronę!?

BOR_20110821_952.jpg
 fot. Sebastian Borowski  /  źródło: newspix.pl

„Zielony” założył bowiem, że 20 wysoko kwalifikowanych wyczynowców powinno spokojnie podołać defensywnym zadaniom, w starciu z dwa razy liczniejszą zgrają napastników. Od siebie dodam, że chodzi o zawodników klubu powszechnie odbieranego jako „wojskowy”, mocno w***ionych zawstydzającą porażką w prestiżowym meczu z Lechem Poznań...

 

Nic z tego, panowie legioniści potulnie wyszli z autokaru, nadstawili dzioby na spadające „liście”, zaś trener stał i patrzył, niczym obserwatorzy NATO-wscy na rusko-białoruskich manewrach Zapad! Tymczasem incydent księżycowej nocy na parkingu przy Łazienkowskiej 3, stał się aktem założycielskim kibicowskiego sądownictwa, praktykowanego według formuły trybunałów ludowych. Podkreślam z całą mocą ten wielce przełomowy casus, zakładając nadejście nowej ery w egzekucji ustroju dyscyplinarnego w środowisku klubowym. Akt terroru, zalegalizowanego na twarzach piłkarzy aktualnego mistrza Polski, od tej pory będzie normą, po którą sięgać będzie suweren, jakim stają się w klubach kibice. W myśl dotychczasowego prawa zwyczajowego posiadał on uprawnienia do oglądania zawodów piłkarskich, po uprzednim zakupie biletu wstępu na widownię. Nabywał też prawo wyrażania na bieżąco swojej opinii o tym, co działo się na boisku. Spełniał się przy pomocy gwizdów, wydawania okrzyków zbiorowych i indywidualnych, realizował tzw. oprawy pirotechniczne i graficzno-propagandowe, palił szaliki i proporce drużyn przeciwnych. Wszystkie wspomniane kompetencje zdobywał na zasadzie poszerzania konwencji aktywności kibica, która zasadzała się na dobrowolnym wsparciu własnej drużyny metodą zbiorowego dopingu wokalnego.

 

Dziś mamy do czynienia z radykalną maksymalizacją praw widza, daleko wykraczającą poza najbardziej liberalne dokumenty, zwane kartą praw kibica. Wdrażana przez lata z taką pewną nieśmiałością metoda dyscyplinowania drużyn, najpierw groźbami słownymi, a następnie środkami przymusu bezpośredniego, robi się coraz bardziej popularna. Zrodzona pod wpływem rozczarowań wynikami macierzystych zespołów, spontanicznie rozwijała się głównie w środowisku piłkarstwa śląskiego. Za pionierów uważa się w Polsce sympatyków katowickiego GKS-u. Tkwiący w nich potencjał eksploduje co pewien czas, aliści nigdy nie osiągnął pułapu skrajności w brutalnej odmianie tak pojmowanego sondergerichtu, jaki objawił się w Warszawie. Tam spotkał się właściwie z dorozumianą akceptacją władz klubu. Owszem, użaliły się on nad nadwerężeniem cielesności swoich zawodników, ale stosując wygibasy nowomowy urzędniczej, nie zająknęły się bodaj słowem o napaści z pogranicza bandyterki przecież. Znamienne jest przede wszystkim przemilczenie zorganizowanej formy egzekucji na drużynie, przeprowadzonej przez przywódcę bojówek - „Starucha”. Klub nie złożył, a powinien, doniesienia do prokuratury, umył więc de facto ręce, przy okazji zacierając je w intencji, że tam gdzie właściciele i trenerzy nie są w stanie wpłynąć mobilizująco na zespół, tam kibole mogą wkraczać ze swoim repertuarem! Kiedy tylko sprawa przedostała się do mediów, zrobiono wszystko, by zdarzenie zminimalizować i zlekceważyć. Nie udało się, bo poszkodowani gracze zreflektowali się w temacie swojej nietykalności i podnieśli możliwość wystąpienia z wnioskami o rozwiązanie kontraktów z winy klubu! Dla Legii taki scenariusz oznaczałby po prostu katastrofę finansową i sportową, więc natychmiast ruszyła w zastrachanych mediach akcja odkręcająca. Mleko jednak się rozlało, kibolski półświatek zdobył kolejną rubież kontroli nad klubami. Ponieważ przykład idzie z góry, a przecież Legia od zawsze kojarzona jest z górą, jakkolwiek by to pojęcie interpretować, naśladownictwo czynu jej kibiców wchodzi do praktyki! Z dniem 2 października 2017 roku...

 

Z tej samej kategorii