Co kryje więzadło poboczne?

Kapustka jeszcze krezusem nie jest, ale po cywilnemu śmiało może uchodzić za współczesnego Humphreya Bogarta, silnego mężczyznę
 /  fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Kapustka jeszcze krezusem nie jest, ale po cywilnemu śmiało może uchodzić za współczesnego Humphreya Bogarta, silnego mężczyznę, na widok którego laski sikają w majtki

 

Podejmuję się roli dziennikarza śledczego i w utworach pisanych próbuję rozwikłać tajemnicę nocnej przygody piłkarza Bartosza Kapustki. Jako że jest nadzieją naszego futbolu w kontekście projektowanych sukcesów reprezentacji, niewyjaśnienie zdarzenia może obrócić się w szkodę społeczną. Najbardziej zainteresowany powinien być prezes Cracovii prof. Janusz Filipiak, dla którego rzeczony piłkarz przekształca się z dnia na dzień w górę złota. Dziś jego wycena rynkowa oscyluje wokół paru milionów euro, minus marża pośrednika transakcyjnego i podatek na rzecz PZPN.


Niestety, ze strony Cracovii, od chwili stwierdzenia, że Bartek został znieważony cieleśnie na dyskotece, płyną informację enigmatyczne, w stylu iście pytyjskim. W ową noc tańcującą doszło ponoć raptem do spoliczkowania piłkarza na tle nierówności startowych w wyścigu do panienki, no i że nierówność na korzyść piłkarza polegała na znacznej przewadze ekonomicznej i przepaści w urodzie męskiej. Mówiąc nawiasem, Kapustka jeszcze krezusem nie jest, ale po cywilnemu śmiało może uchodzić za współczesnego Humphreya Bogarta, silnego mężczyznę, na widok którego laski sikają w majtki.


Trener Jacek Zieliński, którego rozliczne zalety są znane, także te polegające na kunszcie dyplomatycznym, wyjaśniającym powód nieobecności Kapustki w składzie drużyny, przeszedł samego siebie. Dał do zrozumienia, że 19-latkowi nadmiernie eksploatowanemu, należy koniecznie odpuścić i dać odpocząć jego mięśniowi przywodziciela i więzadłu pobocznemu. Z przekazu miał wynikać błogostan wokół skutków napaści na gracza, co niestety, ze stanem rzeczywistym ma niewiele wspólnego. Spięcie w tancbudzie zostało sfinalizowane ciężkim pobiciem, absolutnie kwalifikującym się do postawienie prokuratorskiego zarzutu agresorowi z paragrafu uszkodzenia ciała, za które przysługuje 14 dni zwolnienia lekarskiego.

 

Posiłkując się terminologią ringową, można powiedzieć, że w grę wchodzi tzw. techniczny nokaut, po którym odsyła się zawodnika do rogu. Następstwem TKO okazało się naruszenie konstrukcji kostnej narządu powonienia i oddychania, oraz nadwerężenie dziąseł. Moje próby dotarcia do lekarskiej obdukcji zakończyły się niepowodzeniem, w związku z czym powyższy opis wypadku można uznać za dosyć swobodną ekspresję autorskiej wyobraźni.


Bardziej wiarygodne ustalenia dotyczą samopoczucia poszkodowanego, które da się ocenić jako niezłe. Kapustka drogo zapłacił za wejście w świat dorosłości, chociaż powinien skorzystać z promocji dla debiutantów. Był otóż po raz drugi w życiu na imprezie w nocnym klubie i to nie w pojedynkę, tylko z kolegami z zespołu. Wspólnie świętowali wysokie zwycięstwo nad Podbeskidziem, do czego prawa trudno im odmówić, zwłaszcza że spiętrzenie kolejek w kalendarzu jest tak duże, że odprężyć się nie ma kiedy. Każdy dzień tygodnia to przeddzień meczu! Jak przystało na kadrowicza, Bartek bawił się na trzeźwego, słusznie przezornie bacząc, aby niepotrzebnie nie wejść komuś postronnemu w drogę.

Ten fakt do tego stopnia wzruszył selekcjonera Adama Nawałkę, że ten przeszedł do porządku dziennego nad nieszczęsnym przypadkiem. W tym miejscu prosiło się o wstawkę typowego smrodku umoralniającego chłopaka, ale wielkość Nawałki polega na zgoła innym podejściu do rzeczonego tematu. To jest trener, owszem, rygorysta, ale nie zamordysta, bez wyczucia specyfiki zdarzenia. Może to efekt projekcji młodzieńczych lat spędzonych w wielce rozrywkowym, drugim klubie krakowskim, a może przejaw pedagogicznego geniuszu, który podpowiada wyrozumiałość i danie drugiej szansy?

 

Każde dochodzenie, nawet tak teoretyczne jak niniejsze, powinno być sfinalizowane odpowiedzią na pytanie, kto w istocie zawinił? Osobiście wytypowałem winowajców! Zbiorowym grzechem zaniechania obciążeni są wszyscy koledzy napadniętego. Nie tylko nie uchronili młodego przed pobiciem, ale nie dali rewanżu napastnikowi, co źle świadczy o ich pewnej cesze wolicjonalnej zwanej bojowością…

Z tej samej kategorii