Bo do tanga trzeba dwojga?

Józef Wojciechowski chce stanąć do wyborczej konfrontacji ze Zbigniewem Bońkiem.
 /  fot. JW Construction  /  źródło: Materiały prasowe

Wydarzenia ostatnich dni wskazują wyraźnie na konieczność objęcia polskiego piłkarstwa szczególną troską przez Komitet Obrony Demokracji. Sprawiają to zbliżające się w PZPN wybory, w tym prezesa. Kandydują Zbigniew Boniek i Józef Wojciechowski.

Za obszar zagrożony brakiem reguł demokratycznych uznano zwłaszcza kadrowe aspekty nadchodzących wyborów władz Polskiego Związku Piłki Nożnej. Przedmiotem specjalnego zatroskania jest przede wszystkim kwestia wyboru prezesa tego stowarzyszenia, o którym to prezesie mówi się, że jest trzecią osobą w państwie. Stacza się ona (kwestia) bowiem na nihilistyczne pozycje, wedle których delegaci mogli stanąć wobec braku pluralizmu w wyścigu po prezesurę.

 

Taki obrót sprawy, jak wiadomo, podważa pryncypia wolnego wyboru, a tym samym uchybia zasadom, o które walczyły pokolenia polskich demokratów na czele z księdzem Hugo Kołłątajem, Henrykiem Dembowskim, Lechem Wałęsą i… Kazimierzem Greniem. Na szczęście, widmo wyborcze, wzorowane na ustroju islamskiego Azerbejdżanu, gdzie miliony śpieszą do urn, by potwierdzić zaufanie do umiłowanego prezydenta, już nam nie grozi. Oto dzięki skrzyknięciu się aktywu piłkarskiej sekcji Komitetu Obrony Demokracji zagrożenie zostało usunięte. Na scenie pojawił się pan Józef Wojciechowski, warszawski biznesmen branży budowlanej, w swoim czasie rozpoznawalny jako właściciel słynnych „Czarnych koszul”, czyli najstarszego klubu stołecznego - Polonii.

 

Wziął chłopisko na siebie ciężar podwójnie brzemienny. Po pierwsze, musiał w ciągu trzech dób zebrać minimum 15 rekomendacji, do wystawienia których upoważnione są wojewódzkie związki piłki nożnej i kluby ekstraklasy i I ligi. Nie jest to bułka z masełkiem, albowiem te pierwsze postanowiły gremialnie postawić na monopolistycznego kandydata, jakim jest dotychczasowy sternik PZPN.


Aliści Wojciechowski ten wstępny test z operatywności zdał na szóstkę, odpalając kampanię agitacyjną z wielkim przytupem, nie bacząc na weekendowy czas, który społeczność futbolowa dzieli na oglądanie meczów i odsypianie zarwanych nocy. Sobotnio-niedzielny blitzkrieg udał mu się nad podziw, w czym spora zasługa grona wolontariuszy, wśród których błyszczał nieoczekiwany, egzotyczny, lotny patrol, złożony z ambasadora Janusza Jesionka i Kazimierza Grenia, człowieka, który uwierzył całkiem serio, że to on wynosił niegdyś do prezesury Grzegorza Latę i Zbigniewa Bońka. Spore zasługi położył samorzutny komitet wyborczy JW, w którym dostrzegliśmy Radka Majdana i Zdzisława Kręcinę.

 

Ten drugi, rezygnując ze swoich merytorycznie uzasadnionych aspiracji, postanowił przerzucić głosy swego skromnego zaplecza rekomendacyjnego na (nagle iluminowanego misją prezesowską) budowlańca. Po drugie, włączający się do wyścigu po fotel prezesowski na ostatniej prostej, nie był dotąd znany z jakichkolwiek poglądów na węzłowe problemy dyscypliny. Wkroczył na jej przestwór, ratując stojącą przed bankructwem Polonię, wpompował w nią kapitał z płonną nadzieją, że da się na jej prowadzeniu zarabiać pieniądze, jak na deweloperce. Kiedy się zawiódł, zostawił klub w stanie gorszym, aniżeli go przyjął.


Spaloną ziemią nazwali wtedy publicyści tamten krajobraz przy Konwiktorskiej. Zebrał przy okazji furę kibicowskich jobów, zawodniczych pretensji i dojmujących komentarzy medialnych, przypisujących mu rolę futbolowego Nikodema Dyzmy… Czy jest gościem, wsadzonym na konia, jak minister Andrzej Olechowski, przed czterema laty, wymyślony przez Michała Listkiewicza, niebawem się okaże, kiedy wyzna o co mu chodzi. Jest oczywiste, że zdefiniowany przez portal Weszło skład „komitetu wyborczego” Józefa Wojciechowskiego (Majdan, Kucharski, Greń, Smagorowicz, Kręcina) pełni rolę ozdobnej fasady. Za nim kryją się kręgi grup biznesu futbolowego, którym nie po drodze z dotychczasowym, wyrazistym prezesem PZPN.

 

Stara się on bowiem utrzymać równowagę pomiędzy interesem profesjonalnego futbolu a całą resztą amatorskiej masówki, nie dając związkowego placet na prymat litery i ducha kodeksu handlowego nad kanonem wartości, przynależnych do etyki wyczynu sportowego. Przy takim postawieniu sprawy staje się jasne, że prognoza o bezalternatywnych kadrowo wyborach na prezesa PZPN nie miała prawa zaistnieć. Ktoś, kto stanąłby na drodze reelekcji Bońka, musiał zostać wynaleziony. Tylko dlaczego ktoś wyciągnięty z kapelusza i wydobyty z niebytu?

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~curesUżytkownik anonimowy
~cures :
No photo~curesUżytkownik anonimowy
Ha, ha, ha Szanowny Panie Prezesie. Drażni Was, leśnych (czerwonych) dziadków ten Boniek jak kamień w bucie. I bardzo dobrze. Jedno, co mnie dziwi, że jeszcze nie zmienił statutu tego zacnego "stowarzyszenia", żeby zrobić porządek z tym baronowo- okręgowym betonem. Rozumiem, że druga kadencja posłuży na realizację powyższego celu, niezbędnego dla stopniowego uzdrawiania polskiej piłki. I nie opowiadajcie towarzysze, że pozostajecie zatroskani o masowość i upowszechnianie dyscypliny, szkolenie młodzieży, podobne wartości itd... Wiadomo dobrze, że chodzi Wam o stołki, synekury i zachowanie status quo. Opozycja w postaci Majdana, Kręciny, Smagorowicza, Kucharskiego to jakieś kosmiczne "jaja", godne samego KODu...
1 paź 16 17:56 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii