Ten diamencik miał szlifierza!

Bartosz Kapustka jest już ważnym ogniwem polskiej reprezentacji.
 źródło: AFP

Czy Kapustka to tylko "przypadek polskiego systemu szkoleniowego", czy zwiastun realizowanych już zmian na lepsze?

 

Wygląda na to, że przejadły się już żarty z monokulturą kukurydzianą, symbolizującą fenomen Niecieczy, więc pora zacząć zwischenrufy gastro-kulinarne, z główkami pełnogłąbiastej kapusty w tle… Nic to, że od wieków wiadomo, że „nomina sunt odiosa” (nie należy wymieniać nazwisk w pewnych okolicznościach) „życzliwi” „Janusze” i zawistnicy używają sobie co niemiara po nazwisku piłkarza Cracovii. Poziom ich skojarzeń niekiedy jest porażający (kapustka-bigos), a prostactwo dowcipasów przeokrutne.
Jeszcze bardziej płytkie staje się podejście do niespodziewanego sukcesu naszego 19-latka, robiącego furorę na Euro, zauważonego w sieci przez samego Gary'ego Linekera. U nas dominuje, z jednej strony, zaskoczenie i pytania najprostsze z prostych: „skąd się wziął?”, „a to Cracovia ma reprezentanta?”, „czy to możliwe, aby taki talent był produktem polskiej myśli szkoleniowej?”, „kto go uczył abecadła i kto go odkrył?”… Z drugiej zaś, niewiara w rzeczywiste umiejętności chłopaka z Pogórskiej Woli, przekonanie o efemerydalnym błysku, który zgaśnie, jak setki poprzedników w reprezentacji, którzy mieli możliwości, ale nie dali rady na dłuższą metę…

Z tej samej kategorii