Szatkować czy kisić Kapustkę?

Kapustka
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: FOCUSMEDIA

Menedżerowie, niczym sępy, węsząc obłędną kasę dokonują nachalnych najazdów na świadomość Kapustki, jego ojca i prezesów Cracovii.

Dowcipem wieczoru inauguracji nowego stadionu w Niecieczy była sugestia jednego z gości ViP-owskiego salonu Termaliki o perspektywie przejścia Bartosza Kapustki z Cracovii do drużyny Mandrysza. Nie będzie musiał wynajmować sublokatorskiego mieszkania w Krakowie, ani klitki w internacie, jak do niedawna - perorował domorosły menago z kieliszkiem w dłoni - jeno wróci na łono rodziny w Tarnowie, a stąd najbliżej ma do Niecieczy. Prawo jazdy zrobił, furę niebawem kupi, a jak nie, to ma prostą drogę busikiem, bez przesiadki w Żabnie…


Dowcip, jak dowcip, zwłaszcza że „Kapustkomania” rozpętana w mediach po jesiennych meczach reprezentacji w niektórych aspektach nie odbiegała miałkością prasowych sądów, nicujących tyle co rozpoczętą karierę wychowanka Tarnovii. Oczywiście sednem dociekań i proroctw pozostaje kierunek zagranicznego transferu świeżo upieczonego kadrowicza, a także wysokość przewidywanego kontraktu, co ekscytuje zarówno publicystów i kibiców, ale przede wszystkim księgowość sportowej spółki akcyjnej Cracovia.


Życzeniowe marszruty transferowe w zasadzie prowadzą szlakami wytyczonymi przez Roberta Lewandowskiego i Zbigniewa Bońka, z metą w Dortmundzie i Turynie. Zanim jednak przyjdzie do kluczowego rozstrzygnięcia, będziemy mieli jeszcze do odgadnięcia termin zdania sprzętu do klubowego magazynu, niekiedy zwanego tradycyjnie „Wiechciówką”, od nazwiska legendarnego gospodarza starego stadionu Cracovii i szewca na usługach futbolistów.


W tym miejscu wypada zatrzymać się na chwilę i wykrzyczeć głośno, przy pomocy felietonowej tuby, najprostsze zdanie trybu rozkazującego: „Ludzie, dajcie, do cholery, spokój chłopakowi"! Tymi słowami chłoszczę w pierwszym rzędzie wszystkich sępów-menedżerów, zwanych teraz pośrednikami. To oni, węsząc obłędną kasę, pocą się na myśl o zainkasowaniu prowizji, dokonują nachalnych najazdów na świadomość Kapustki, jego ojca, prezesów Cracovii. Wiedzą, że prowadzący piłkarza Cezary Kucharski ma z nim umowę, która dobiega końca na przełomie roku i rzucili się na spodziewany łup z nieprawdopodobnym tupetem.


To jest świadome pranie mózgu, istny argumentacyjny dance macabre, w którym obserwujemy licytację figur i wygibasów logicznych i matematycznych. Dominuje popędzanie do ruszania w Europę, podbudowywane epatowaniem przypadku Arkadiusza Milika. O plajcie pośpiechu wyjazdowego dziesiątków piłkarzy, na czele z dobrze znanym Kapustce kolegą Mateuszem Klichem, nikt nie wspomina.
W tym całym ambarasie nadzieję budzi zdrowy instynkt samego bohatera tej opowieści, dosyć twardo stąpającego po ziemi i objawiającego rodzaj lojalności wobec Kucharskiego. Także Cracovii w żadnym razie nie kalkuluje się przyspieszone opędzenie gracza, na którego pojawienie czekało się - bagatela - pół wieku z okładem, jeśli liczyć, że przed Bartkiem był Janusz Kowalik. Jeszcze dłużej, bo od 1949 roku, pasy czekają na medalowe miejsce w ekstraklasie, a przy pomocy 19-latka, rodem z miasta nad Wątokiem, są w stanie wreszcie je zdobyć w bieżącym sezonie


Kiedy nikt nie widzi, prezes i właściciel Cracovii, Janusz Filipiak, pluje sobie w brodę na myśl o tym półtora dużej bańki euro, które pośpiesznie wziął od Wolfsburga za Klicha, skazując chłopaka o cechach cherubina i ministranta na zderzenie z pruskim murem bezwzględnej walki prawdziwych wilków z Bundesligi. Raz zahamowany rozwój delikatnego zawodnika, przeflancowanego w surowe warunki, zatracił linearny ciąg, został zmuszony do czynienia wstecznych kroków.


Byłoby świetnie, gdyby casus Klicha zaowocował rozwagą w prowadzeniu Kapustki, był nauczką dla rozpalonych do czerwoności, rozcapierzonych paluchów pośredników i napędzających im koniunkturę ekspertów medialnych. Ręce precz od Kapustki! On nie kiep i swój rozum posiada. Kto nie wierzy, niech się pofatyguje do nowohuckiego Ośrodka Szkolenia Młodzieży, gdzie przez całe gimnazjum i kawałek liceum pobierał nauki Bartek. Arkusze ocen nie kłamią: średnia ocen powyżej czwórki, a dwa języki i matematyka zbliżone do piątki! Nie dziwota, że wie, co mówi i umie liczyć.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~IQ2500Użytkownik anonimowy
~IQ2500 :
No photo~IQ2500Użytkownik anonimowy
Wieść niesie i oczy widzą, że pan redaktor pokochał Pana Prezesa Zbigniewa Bońka. Panie redaktorze, daleko panu do Pana Zbigniewa. Na jego miejscu ja bym tej pana miłości nie odwzajemnił.
4 gru 15 15:49
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii