W obronie aklimatyzacji

Kamil GLik
 źródło: Reuters

Powoli zamyka się okno transferowe, więc w kadrach klubów wszelkich szczebli zaroiło się od nowych nazwisk. Wkrótce zaczniemy - już zaczynamy - oceniać, kto był niewypałem, kto niczego nie wniósł, a kto z miejsca został gwiazdą ligi.

Na podstawie kilku eksponowanych przypadków ostatnio - wśród kibiców i komentatorów - modne zrobiło się wyśmiewanie się z potrzeby „aklimatyzacji”. Kamil Glik, któremu w Monako od pierwszego dnia szło znakomicie, podkreślał w wywiadach, że coś takiego jak aklimatyzacja nie istnieje. Widząc szalejącego od początku we Francji Neymara, wielu podkreśla, że albo jesteś dobry, albo słaby, a aklimatyzacja to jedynie wymówka słabych. Brzmi efektownie, ale futbol nie jest tak zero-jedynkowy, choć często, populistycznie, próbuje się go takim robić.
Tak jak jest w świecie piłki, na wszystkich szczeblach, wiele przykładów piłkarzy podbijających ligi od pierwszego kopnięcia, tak w jest wiele przykładów graczy, którzy zaczynali nieśmiało, a dopiero z czasem rozkwitli na wielkie gwiazdy. Sam Glik, dziś szydzący z tych, którzy potrzebują aklimatyzacji, gdy wyjechał z Piasta Gliwice do Palermo, nie rzucił na kolana całych Włoch. Potrzebował przystosowywać się do zachodniej gry najpierw na Sycylii, potem w Bari, następnie przez kilka sezonów w Torino, by być gotowym do skoku na naprawdę najwyższy szczebel. Doświadczyło tego wielu świetnych polskich piłkarzy, od Roberta Lewandowskiego, przez Jakuba Błaszczykowskiego, na Łukaszu Piszczku skończywszy. Luka Modrić, zanim stał się na lata najważniejszym członkiem drugiej linii Realu Madryt, był transferowym niewypałem. Podobnie jak Henrich Mchitarian - przez dwa lata - w Borussii Dortmund. Wisła Kraków właśnie sprzedała za spore pieniądze Petara Brleka, który przez 7 miesięcy trzymał potencjał schowany gdzieś głęboko. Gdy odpalił, okazał się jednym z najlepszych piłkarzy ligi.
Choć słabi piłkarze mają zawsze w zanadrzu całą litanię głupich wymówek, akurat ta o aklimatyzacji nie jest głupia. Osobowości się różnią. Jeden wchodzi do nowego towarzystwa i po pięciu minutach jest jego duszą, innemu zajmuje to godzinę, a innemu kilka miesięcy. Dlatego oglądając popisy Neymara w PSG, nie pomstujmy aż tak bardzo na polskich trenerów, którzy słabą grę nowych zawodników tłumaczą potrzebą aklimatyzacji. Kiedyś trzeba zacząć wymagać, ale to, że ktoś nie błyszczy pierwszego dnia, nie oznacza od razu, że jest słaby. Nawet jeśli taka prosta, chwytliwa, efektowna teza jest wygodna i dobrze brzmi.

 

Z tej samej kategorii