Ważniejszy VAR niż Sheridan

Slask Wroclaw - Cracovia Krakow
 fot. Paweł Andrachiewicz  /  źródło: Pressfocus

To, co się zdarzyło w meczu Śląska, nie jest zwykłym błędem, tylko zaniedbaniem systemowym - pisze o technologii VAR w ekstraklasie dziennikarz „Sportu”, Michał Trela.

Zanim uniesienia związane z reprezentacją Polski wyprą nam z głów fatalny początek sezonu ligowego w ekstraklasie, zatrzymajmy się jeszcze na systemie VAR, który w tak straszliwy sposób w poprzedniej kolejce wypaczył wynik meczu Cracovii ze Śląskiem, a kilka tygodni wcześniej wzbudził spore kontrowersje w starciu Lechii z Cracovią. Po popisie Szymona Marciniaka we Wrocławiu doleciała mi do uszu wypowiedź Zbigniewa Bońka, który z wyrzutem stwierdził, że bardziej dyskutuje się o błędzie sędziego, niż o pudle Ciliana Sheridana z Jagiellonii w meczu z Piastem. Czyli przyjął swoją tradycyjną retorykę: dyskutujmy o błędach wszystkich, a nie tylko sędziów. Tymczasem to, co się zdarzyło w meczu Śląska, nie jest zwykłym błędem, tylko zaniedbaniem systemowym.

 

Niestety, ale z VAR-em w ekstraklasie było, jak z wieloma rzeczami w Polsce. W niedzielę Zbigniew Przesmycki, szef Kolegium Sędziów mówił, że wprowadzenie VAR w Polsce jest i jeszcze długo będzie niemożliwe, a w poniedziałek prezes Boniek obudził się nagle z myślą, że może byłoby warto wprowadzić powtórki wideo i na chybcika uruchomił proces wprowadzania ich w życie. Jak zwykle, na wariata. Zamiast na wszystkich meczach, to tylko na jednym, później na dwóch w kolejce, co w kontekście rywalizacji w tej samej lidze i punktowania w tej samej tabeli, jest niesprawiedliwe. Ze szkoleniem arbitrów prowizorycznie, na szybko, najpierw jednego, później kolejnych. Myślano: jakoś to będzie. I w tym szaleństwie taki błąd jak Marciniaka musiał się zdarzyć. To nie tylko błąd Marciniaka, który powinien był zobaczyć, że Michał Chrapek symuluje. To błąd całego sposobu wdrażania VAR-u do ekstraklasy.

 

Niemcy od tego sezonu też wprowadzili VAR. Na wszystkich stadionach. Szkolenia sędziowskie odbywały się miesiącami. Tak samo długo sprawdzano, co może pójść nie tak. Inaczej niż u nas, arbiter prowadzący mecze nie zbiega w trakcie meczu do ekranu, gdzie pod presją, w ciągu kilku sekund musi podjąć decyzję. W Kolonii zorganizowane jest specjalne pomieszczenie, wypełnione kamerami, w którym siedzą arbitrzy wideo i dają jedynie znać sędziemu głównemu, co się wydarzyło. Mimo że w Bundeslidze zabrali się do VAR-u zdecydowanie bardziej poważnie i systemowo niż w Polsce, to i tak mają problemy. System się zawiesza, nie funkcjonuje tak, jak powinien, co pokazuje, jaka jest skala trudności całego przedsięwzięcia. Warto zdać sobie z tego sprawę i wprowadzić VAR z głową, bo inaczej arbitrzy wideo nie będą mieli sensu, choć przecież pomysł jest dobry i gdyby go lepiej wprowadzić, bardzo by się lidze przydał. To problem ważniejszy niż pudło Sheridana.

Z tej samej kategorii