Leszek Ojrzyński buduje w Bielsku pomnik

Leszek Ojrzyński
 /  fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Nie wyniki i nie styl gry drużyny mogą być najtrwalszym śladem obecności w Bielsku-Białej Leszka Ojrzyńskiego.

Kasperczyk zostawił w spadku bielskim następcom ekstraklasę. Wydawało się, że nikomu nie uda się w Bielsku-Białej wypracować niczego bardziej trwałego. Ale Leszek Ojrzyński ma szansę wybudować sobie prawdziwy pomnik. I to wcale nie tym, jakim jest trenerem, a tym, jakim jest człowiekiem. Były trener Korony pracuje z "góralami" od ponad roku i... nie widać po zespole nawet zalążków jakiegokolwiek stylu. Trener sam to zresztą przyznaje. Podbeskidzie to drużyna reakcyjna - reaguje na to, jak gra rywal. Nie wiem czy dobrze świadczy to o Ojrzyńskim, jako o trenerze, ale wyników nie można mu odmówić. Dziesiąte miejsce w zeszłym sezonie - z ówczesnym składem - było wynikiem rewelacyjnym, dziesiąte póki co - z obecnym składem - jest wynikiem średnim, ale są ważniejsze od sposobu gry i rezultatów, efekty pracy Ojrzyńskiego.

 

Jego poprzednicy zgadzali się na panowanie przeciętniactwa w klubie. Kasperczyk przystał na to, że prezes Glogaza powiedział mu: "Nie ma pieniędzy na transfery". I zapłacił za to najgorszą rundą w historii. Kubicki był za krótko, by cokolwiek zbudować. Michniewicz z kolei, po cudownym utrzymaniu, też zgodził się na to, by klub się nie wzmocnił. I wkrótce został zwolniony. Kasperczyk i Michniewicz nie mieli na tyle mocnych pozycji, by negocjować z pozycji siły i stawiać ultimatum. Widać zresztą, gdzie są po zwolnieniu z Bielska-Białej. Ojrzyński tego błędu nie popełnił. Wykorzystał moment, gdy był noszony na rękach, by długo zwlekać z podpisaniem nowego kontraktu. Jak się okazuje, Ojrzyński i z pustego naleje. Nagle w najbiedniejszym klubie znalazły się pieniądze na premie dla zawodników, pensje dla dwóch poważnych napastników i na kilka uzupełnień składu. Wystarczyło postraszyć odejściem. Gdyby szkoleniowiec nie przedłużył kontraktu i tak byłby w ekstraklasie. Podbeskidzie wówczas potrzebowało go bardziej niż on Podbeskidzia.

 

Teraz od paru miesięcy walczy o spełnienie piątego czerwcowego postulatu - budowy bazy treningowej. Opiekun drużyny jest w tym już nudny - zapytasz go, co jadł na śniadanie, a on odpowie, że Podbeskidzie nie ma bazy. Ale to dobrze. Takie przypominanie i nagłaśnianie, w dłuższej perspektywie, może sprawić, że ktoś w końcu zacznie działać. Gdyby Ojrzyński nie gadał o bazie jak najęty, wszyscy dalej godziliby się na dziadostwo i tułanie się po całym dawnym województwie bielskim. Jeśli trener swoje osiągnie, wybuduje sobie pomnik lepszy niż po jakimkolwiek wyniku. Ojrzyński - wzorem angielskich menedżerów - nie tyle myśli o rozwoju drużyny, co o rozwoju klubu. I chwała mu za to.

Z tej samej kategorii