Wisła Kraków nie idzie na łatwiznę

Wisla Krakow - Manuel Junco wiceprezesem do spraw sportowych
 fot. Krzysztof Porebski  /  źródło: Pressfocus

Manuel Junco, dyrektor sportowy Wisły, znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. W zimie znalazł dla swojego klubu na tyle dobrego trenera i ciekawych piłkarzy, że po udanej rundzie kibice i niektórzy zawodnicy uwierzyli, że Wisła jest już gotowa, by w przyszłym sezonie walczyć o puchary.

Prezes Marzena Sarapata też mówi o wielkiej Wiśle i wysokich celach, bo to lubią słuchać kibice, a zwłaszcza sponsorzy. Jednocześnie Junco przyznaje, że budżet płacowy ma być w nadchodzącym sezonie niższy, niż w poprzednich rozgrywkach, co nijak się ma do mocarstwowych planów. Kibice i piłkarze oczekują więc budowy mocnej drużyny, a pani prezes, choć pewnie wie, że to mało prawdopodobne, otwarcie do tego się nie przyzna, bo jej nie wypada. Wszystko w Wiśle zależy więc od zręczności hiszpańskiego dyrektora sportowego. Ma zbudować - niemal za darmo - zespół, który poprawi zeszłoroczne szóste miejsce. Trudna sprawa.

Junco wyszedł z założenia, że jeśli ma w ogóle mieć na to szansę, musi ściągnąć zawodników z zewnątrz, których nikt inny nie zna. Wszyscy czepiają się, że Wisła nie kupuje Polaków, ale skoro nawet Bartosz Śpiączka z Górnika Łęczna był dla niej za drogi, to Wisła musiałaby zbierać same odrzuty z polskiego rynku. A odrzutami z polskiego rynku nie zawojuje się nawet rodzimej ekstraklasy. Dyrektor szuka więc gdzie indziej.

Na ten moment kadra Wisły wygląda więc jak zbieranina, która nie ma czego w lidze szukać. Bramkarz Julian Cuesta ostatnie dwa lata przesiedział na ławce w II lidze hiszpańskiej. Carlitos nigdy nie wyściubił nosa ponad III ligę hiszpańską. Zoran Arsenić przez pół roku nie grał, a Tibor Halilović w Dinamie Zagrzeb tylko raz załapał się... na ławkę rezerwowych. Jednocześnie pół Polski zachwyca się transferami Śląska Wrocław, bo tam wielkie zbrojenia i wszyscy kojarzą nazwiska nowopozyskanych zawodników. Mniejsze znaczenie ma fakt, że Michał Chrapek nie łapał się w Lechii, a Jakub Kosecki, Oktawian Skrzecz i Daniel Łukasik całkowicie przepadli na niemieckiej prowincji; że Igors Tarasovs to typowy ligowy przeciętniak, a Jakubowi Słowikowi nawet takie miano ciężko przypisać. Junco mógł pójść tą samą drogą. Pozbierać przeciętne ligowe, ale znane nazwiska i udawać, że zbudował silną drużynę. To droga łatwiejsza, bo kibice zwykle bardziej ekscytują się transferem kogoś, kogo znają, niż kogoś, kogo nie znają. Jeśli okaże się, że wiślackie nabytki to niewypały Junco znajdzie się w ogniu krytyki. Ale widać, że Hiszpan działa z głową. Uprzedza fakty. Następców podstawowych zawodników sprowadza, zanim ci odejdą. Stara się skompletować kadrę tak, by Ramirez miał nowych zawodników na treningach jeszcze przed startem ligi. Podobnie jak zimą, stawiając na Ramireza, Junco wybrał karkołomną drogę. Jednak to jedyny sposób, by jakimś cudem spełnić na ten moment odległe marzenia kibiców Wisły.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~ciciolinaUżytkownik anonimowy
~ciciolina :
No photo~ciciolinaUżytkownik anonimowy
I to napisał MICHAŁ TRELA !
Nie do poznania ...
Czary ,czary...
28 cze 21:47
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii