Kandydat nr 1 do spadku. Z pierwszej ligi!

Ruch Chorzow - Piast Gliwice
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Jakiś czas temu zapytałem Andrzeja Konwińskiego, trenera wciąż pierwszoligowego MKS-u Kluczbork, czy za rok drużynie będzie trudno utrzymać się w drugiej lidze. „Tak samo trudno, co teraz w pierwszej” - odparł szkoleniowiec „czerwonej latarni” tabeli.

Skąd ten wstęp? Z zachowaniem proporcji, to samo pytanie można by teraz postawić w Chorzowie. I usłyszelibyśmy tę samą odpowiedź. Tak, będzie cholernie trudno, jakkolwiek to brzmi w kontekście klubu, który jeszcze w tym roku mógł pochwalić się drużyną, będącą w stanie ograć Legię czy Lechię; zdobywającą 13 punktów w pięciu meczach. Niezależnie od tego, z iloma ujemnymi punktami przystąpi Ruch do sezonu w pierwszej lidze – czy będą to trzy, czy (idąc za doniesieniami portalu weszlo.com) jeszcze więcej... Zresztą – mogłoby nie być ani jednego, a „Niebiescy” i tak będą uchodzić za pierwszego kandydata do spadku z zaplecza ekstraklasy w sezonie 2017/18. I im wcześniej przy Cichej oswoją się z tą myślą, tym lepiej.
Oczywiście, dziś wciąż mają matematyczne szanse na utrzymanie w elicie, ale umówmy się – nie da się jej bronić, walcząc o życie Pawłem Oleksym, Michałem Walskim i Miłoszem Trojakiem. Mecz z Górnikiem Łęczna będzie smutnym pożegnaniem ekstraklasy przy Cichej. No chyba, że stanie się cud.
Pytanie, co dalej? Ruch stoi w kolejce, by podzielić los Odry Wodzisław, Polonii Bytom, GKS-u Bełchatów czy Widzewa, którzy po spadku mieli gigantyczne problemy w pierwszej lidze. Przy czym Widzew trochę się z tego schematu wyłamał. Leciał w otchłań, ale miał nadzieję. Kibiców czekało lepsze jutro, mieli w co wierzyć, bo budowano nowy stadion. Scenariusz podobny do tego widzewskiego to chyba jedyny ratunek, by przy Cichej jeszcze świeciło się światło. Pytanie, czy żarówki zostaną wkręcone rychło, czy przyjdzie na to poczekać aż do przyszłorocznej kampanii wyborczej. A jeśli nawet dłużej...? Nie, innego rozwiązania dla futbolu w Chorzowie i uchronienia się przed beznadzieją, której obecnie doświadczają w sąsiednim Bytomiu, chyba dziś nie ma.

 

Z tej samej kategorii