Plan ucieczki gotowy

Można się było spodziewać, że w pierwszych dniach po losowaniu fazy grupowej mundialu Robert Lewandowski powie coś, co będzie związane z Senegalem. I powiedział. Nikt się jednak nie spodziewał, że nie będzie to miało nic wspólnego z futbolem. Ale „Lewy” już tak ma - potrafi zaskoczyć nawet bez silenia się na bajeczne zwody.

Rafał Sonik
 źródło: Materiały prasowe

Oto wczoraj po południu gruchnęła wieść, że kapitan piłkarskiej kadry chciałby wystartować w Rajdzie Dakar. Dakar to stolica Senegalu, czyli kraju, który od piątku budzi nasze żywotniejsze zainteresowanie. Wypowiedź Roberta nie dotyczyła jednak piłki. „Sporty motorowe to moja ucieczka od świata” - oznajmił w wywiadzie dla jednego z ekskluzywnych magazynów.

 

Można założyć, że rozmowa została przeprowadzona, zanim dowiedzieliśmy się, że armada Adama Nawałki w przyszłym roku zagra w mistrzostwach świata z Senegalem. Ale nie ma to żadnego znaczenia. Zresztą sam rajd od jakiegoś czasu organizowany jest już poza Afryką. Intryguje jednak fakt, że światowej klasy piłkarz już teraz - w wieku 29 lat - znajduje w swojej wyobraźni przestrzeń na przemeblowanie rzeczywistości po zawieszeniu butów na kołku.

 

Teoretycznie nie ma w tym niczego niebezpiecznego. Zdążyliśmy się przecież przyzwyczaić, że Robert Lewandowski przestał być jedynie piłkarzem. Od paru lat jest również celebrytą, autorytetem, biznesmenem. A krócej - idolem tłumów. Jeśli jednego dnia odkrywa, że joga jest jego nową pasją, to nazajutrz wypada o tym wiedzieć. Jeśli funduje sobie nową fryzurę, to w dobrym tonie jest znać przynajmniej jej kolor. Jeśli w programie Kuby Wojewódzkiego mówi, że zaczyna z gracją tańczyć, to warto posłuchać, co na to jego żona Ania.

 

Tym razem w medialnym kotle pojawił nam się rajd. Kaprys czy marzenie - bez znaczenia. Internet się zagotował. Wszystkich interesowało tylko jedno - kiedy Lewandowski siądzie za kierownicą, kogo zaprosi na fotel obok i czy spisze się lepiej niż Adam Małysz w pięciu dotychczasowych próbach.

 

A przecież… plan jest inny. Zanim Robert „ucieknie od świata”, ma zostać gwiazdą Realu Madryt, a potem jeszcze podbić amerykańską MLS. Do tego gdzieś po drodze za ocean trzeba wygrać Champions League i - jak tylko pozwolą niebiosa - sięgnąć po jakiś medal z drużyną narodową.

 

Fakty są bowiem nagie. Lewandowski zdążył zdeklasować Kazimierza Deynę i Zbigniewa Bońka, jeśli chodzi o laury o charakterze plebiscytowym. Ale na arenie międzynarodowej, w odróżnieniu od swych poprzedników, nie wygrał jeszcze nic. Można oczywiście dyskutować o tym, co jest dzisiaj miarą sukcesu. I czy na pewno tytuły i medale wywalczone w wielkich turniejach. Ale byłaby to dyskusja z gruntu jałowa.

 

Sukces i kariera to wciąż dwie różne definicje. A różnica między nimi nie jest wbrew pozorom subtelna. Zgoda - „Lewy” karierę zrobił zawrotną. Chcielibyśmy jednak, żeby za kierownicę rajdowego cacka wsiadł jako piłkarz spełniony…

 

Z tej samej kategorii