Człowiek z fabryki snów

26.06.2016 BETARD SPARTA WROCLAW - MRGARDEN GKM GRUDZIADZ PGE EKSTRALIGA ZUZEL
 fot. Wojciech Klepka  /  źródło: Cyfrasport

Bywa, że kto raz znajdzie się w takim miejscu, musi potem stoczyć bezpardonową batalię o odzyskanie biologicznych aspektów człowieczeństwa. Rodzina Golloba już o tym wie. On sam być może jeszcze nie.

Kiedy wczoraj wczesnym popołudniem Tomasz Gollob otworzył oczy pierwszy raz od niedzieli, nie oddychał jeszcze samodzielnie. Nadal nie miał też czucia od klatki piersiowej w dół. Ale rozumiał, co się do niego mówi i mógł odpowiedzieć na proste pytania dostrzegalnym skinieniem. To wcale niemało, zważywszy na skalę obrażeń, jakich doznał na torze motocrossowym dwa dni wcześniej.

 

Proces wybudzania ze śpiączki farmakologicznej mógł trwać nawet dwie doby. Tymczasem już po kilku godzinach z najbardziej utytułowanym polskim żużlowcem można było porozmawiać. Odłączono go też od respiratora. Ci, którzy od weekendu żarliwie modlą się o jego zdrowie, znów mieli prawo pomyśleć, że to ktoś po prostu niezniszczalny. Ktoś z tytanu.

 

Dobrych wieści z Bydgoszczy nasłuchujemy dzisiaj wszyscy. I wszyscy chcemy wierzyć, że ta historia skończy się tak, jak kończy się na filmach emitowanych w niedzielne popołudnia - główny bohater pokonuje sprzymierzone siły zła i wraca triumfalnie do dawnego życia. Do rangi wczorajszego zdarzenia trzeba jednak podejść bardzo ostrożnie. Gollob już nie śpi, ale nie stał się dzięki temu zdrowszy i w żaden sposób nie zwiększyło to jego szans na powrót do wcześniejszej sprawności. Nie został wyrwany ze snu siłami własnego organizmu. O jego wybudzeniu zdecydowali lekarze - tylko tyle mogli na tym etapie zrobić.

 

Śpiączka farmakologiczna to dzisiaj - nie wdając się w fizjologiczne detale - jeden ze złotych standardów neurochirurgii. Dzięki niej odziały intensywnej opieki medycznej działają jak doskonałe fabryki snów. Brzmi ładnie, ale za tym szyldem kryje się z reguły ludzki dramat. Rzadko dzielony na tygodnie, częściej na miesiące. Zwykle na lata. Bywa, że kto raz znajdzie się w takim miejscu, musi potem stoczyć bezpardonową batalię o odzyskanie biologicznych aspektów człowieczeństwa. Rodzina Golloba już o tym wie. On sam być może jeszcze nie.

 

O tym, czy z tej walki wychodzi się zwycięsko, decyduje tak wiele czynników, że dzisiaj stawianie jakichkolwiek prognoz wydaje się nieuprawnione - co podkreślają również specjaliści od medycznych cudów ze szpitala Bydgoszczy. Mimo to jedno pytanie można postawić już teraz: dlaczego akurat Gollobowi miałoby się udać? Tu akurat odpowiedź jest prosta. Może mu się udać, bo kiedyś jako bohater zbiorowej wyobraźni został najlepszym zawodnikiem świata i wciąż funkcjonuje jako ikona bardzo popularnej dyscypliny sportu.

 

To więcej niż z pozoru może się wydawać. Jeśli tylko jego organizm okaże się wystarczająco silny, o resztę może być spokojny. Znajdą się ludzie gotowi zrobić wszystko, żeby postawić go na nogi. Jedni z potrzeby serca, inni z poczucia obowiązku. Ktoś może dla pieniędzy. Każda motywacja będzie tak samo dobra.

 

Gdyby Robert Kubica był postacią anonimową, od sześciu lat nie miałby prawej ręki. Pacjent przywieziony z ulicy, z tak potwornie zgruchotanym łokciem, zostałby natychmiast poddany amputacji kończyny. W przypadku polskiego kierowcy zespół wybitnych włoskich chirurgów podjął wysiłek. Nazwisko poszkodowanego odegrało niebagatelną rolę.

 

Wiele wskazuje na to, że decydujące etapy leczenia Golloba również będą miały miejsce poza granicami kraju. Gdzieś daleko od domu stanie przed taśmą startową jeszcze raz, by pomknąć po końcowy triumf. Po prostej, bez kalkulacji. Ostatni wiraż w życiu ma już za sobą…

Z tej samej kategorii