Skucha na liczydle, czyli co Henning Berg wygrał w Amsterdamie

20150218CSLG0001.JPG
 fot. Łukasz Grochala  /  źródło: Cyfrasport

Trener Legii Warszawa dał swoim pracodawcom wyraźnie do zrozumienia, że nigdy nie zgodzi się na rolę drugoplanową.

Po pierwszym starciu między Legią a Ajaksem mamy 1:0 dla Henninga Berga. Na boisku wynik był wprawdzie odwrotny, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że Norweg wygrał tym meczem najwięcej. Na jego triumf, który procentować ma w przyszłości, złożyły się na to dwa momenty. Pierwszy – gdy nie zawahał się odesłać Miroslava Radovicia na trybuny. I kolejny – gdy pozbawiony lidera w przerwie spotkania, tchnął w drużynę drugie życie.

 

Wczoraj polskie media obiegło z pozoru pasjonujące pytanie w formie sondy: czy Berg postąpił słusznie, rezygnując z Radovicia? Eksperci nie byli jednomyślni, choć powinni. Norweski szkoleniowiec nie mógł przecież postąpić inaczej, jeśli z całej sytuacji chciał wyjść z twarzą. A chciał i dokładnie wiedział jak.

 

Dzień wcześniej na oficjalnej konferencji prasowej zapewniał, że sprawa wyjazdu Rado do Chin to tylko plotki. Dopiero krótko przed meczem dowiedział się, że jednak nie należy do grona osób najlepiej poinformowanych. Miał prawo poczuć się w jakimś sensie upokorzony. A skoro tak – miał również święte prawo przypomnieć rangę swojej posady. Naciskano na niego, by pozwolił Radoviciovi usiąść przynajmniej wśród rezerwowych, ale odmówił. Dał tym samym jasno do zrozumienia, że nigdy nie zgodzi się na rolę drugoplanową. Nazywam się Berg, Henning Berg.

 

Legia goni Europę coraz szybciej, ale wydaje się, że wciąż ma w swoim obozie zbyt wielu humanistów, a za mało umysłów ścisłych. Tymczasem w profesjonalnym futbolu warto dobrze liczyć. Latem ktoś źle policzył żółte kartki i trzeba było odłożyć na bok marzenia o Lidze Mistrzów. Teraz ktoś źle policzył ludzi, którzy o sprawie Radovicia – jej powadze i rozwojowym charakterze - powinni wiedzieć od samego początku. Zapomniano o Bergu, choć do liczenia wystarczyły palce jednej ręki. Bo – bez względu na przyjęty model hierarchii - trener zawsze jest jedną z pięciu najważniejszych person w klubie.

 

Co z samym Radoviciem? Na nic uderzanie w sentymentalne tony. W przyszłym tygodniu zawodnik leci do Chin, to już przesądzone. Nie trzeba dużego wysiłku, by zrozumieć motywy jego decyzji. I nie trzeba żadnego wysiłku, by podziękować mu za wszystko, co dla Legii zrobił. Zapewnia, że do Warszawy wróci – tak jak wraca się do domu. Już dziś wiadomo jednak, że to nie będzie łatwy powrót. Nikt już nie zapyta go tutaj, czy czuje się legendą. Jak jeszcze pół roku, miesiąc, tydzień temu.
 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~normalny Użytkownik anonimowy
~normalny :
No photo~normalny Użytkownik anonimowy
Pajac z tego Berga i tyle. Dopóki Radovic był zawodnikiem Legii to powinien grać. Co osiagnął posadzeniem go na trybunach?
22 lut 15 17:25
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii