Fitness na kaszel

18.05.2016 OTWARTY TRENING ANNY LEWANDOWSKIEJ DLA ZON I PARTNEREK PILKARZY REPREZENTACJI POLSKI
 fot. Łukasz Grochala  /  źródło: Cyfrasport

Złudne jest przekonanie, że wszystko, co zostało do zrobienia, to zredukowanie listy reprezentantów do 23 nazwisk.

Czy Jurata była trafionym pomysłem? To pytanie bardzo nie na miejscu i może nawet nieco bezczelne, bo przecież firmował to swą pieczęcią selekcjoner Adam Nawałka. Ten sam, dzięki któremu tak niecierpliwie czekamy teraz na pierwszy gwizdek finałów Euro 2016. Więc w ten sposób pytać mogą dzisiaj tylko niewdzięcznicy…

 

No dobrze, ale jak z tą Juratą? Nie wszyscy mogli przyjechać. Część z tych, którzy mogli, nie wychodziła na wspólne zajęcia, ponieważ nie pozwalało na to zdrowie. A inni wyjechali wcześniej, bo nagliły niezałatwione sprawy prywatne. Jeśli tak miało wyglądać coś, co reklamowano jako reset i integracja, to wyszło mocno średnio.

 

Być może lepiej było zostawić te parę dni do zagospodarowania samym piłkarzom, zamiast na siłę organizować im relaks i regenerację. Grill, fitness, De Mono na piasku – fajna rzecz. Ale piłkarz, jak każdy inny człowiek, też potrzebuje czasem niewyszukanego odpoczynku. Takiego fragmentu tygodnia, w trakcie którego nie wisi mu na szyi żaden grafik, a harmonogram dnia ustala sobie beztrosko z kwadransa na kwadrans.

 

Selekcjoner Nawałka na to nie pozwolił. Zamiast tego mamy jeden wielki pęd - niemal z boiska na Galę Ekstraklasy, z gali bez marudzenia nad Półwysep Helski, stamtąd szybko z powrotem do domu, ale tylko na chwilę, bo już za moment w dobrej formie trzeba się zameldować na drugim skrawku Polski – 600 kilometrów od Juraty w linii prostej. A tam... praca nad motoryką. Trochę jak w tym dowcipie o kaszlącym listonoszu, któremu lekarz zalecił dużo spacerować.

 

Słysząc hasło „regeneracja”, trudno było przypuszczać, że już po tym plażowaniu w Juracie trzeba będzie wpisać dwa pierwsze nazwiska w rejestrze przegranych i wygranych. Pechowcem półrocza został Paweł Wszołek, łamiąc nad Bałtykiem rękę. W tym samym momencie największym wygranym zgrupowania okazał się inny skrzydłowy, Sławomir Peszko. Jeszcze 10 dni temu stawialibyśmy w ciemno, że mistrzostwa Europy obejrzy w telewizji. Niespodziewanie znalazł się jednak w szerokiej kadrze turniejowej, a dziś można założyć, że jest jednym z pewniaków na wylot do Francji. Radość burzy mu odrobinę świadomość, że swoje szczęście buduje na kościach Wszołka. Gdyby nie jego kontuzja, bardzo prawdopodobne, że właśnie „Peszkin” byłby jednym z pięciu odstrzelonych.

 

Skreślać Nawałka zacznie dopiero w Bieszczadach. To najmniej zaludniony obszar kraju. Cisza, spokój, można się skupić i dorysować w wyobraźni ostatnie elementy obranej strategii. Złudne jest jednak przekonanie, że wszystko, co zostało do zrobienia, to zredukowanie listy reprezentantów do 23 nazwisk. Stawka drugiego zgrupowania jest o wiele wyższa. W latach minionych to właśnie na tym etapie przygotowań wielu kadrowiczów - jak sami później mówili - zostało „zarżniętych fizycznie”. Kiedy potem przyszło bić się z najlepszymi, chęci były przeogromne, ale brakowało siły i świeżości.

 

Czy uda się teraz nie powielić błędów z nieodległej przeszłości? Szef ośrodka w Arłamowie nazywa się Ledworuch. Zamiast jednak usilnie szukać złych zwiastunów, chcemy do końca wierzyć, że największym skarbem drużyny narodowej pozostaje wielowymiarowa intuicja jej selekcjonera…

 

Z tej samej kategorii