U stóp monumentu

Hungary v Portugal - EURO 2016 - Group F
 źródło: Reuters

Naprzeciw Polaków stanie jedna z ikon współczesnego futbolu. Wyrzucić taką postać za burtę, to prawie jak odrębne trofeum…

Jedna z teorii - spośród tych absolutnie niesprawdzalnych - głosi, że mistrzostwa Europy to turniej najtrudniejszy z trudnych. Akurat Polakom nie wypada temu zaprzeczać. W dorobku mamy już medale mundialowe i olimpijskie. Ale nigdy jeszcze nie sięgnęliśmy po krążek w czempionacie kontynentalnym. Nawet się o niego nie otarliśmy. Dlatego przez całe dekady, dokładnie od 1960 roku, funkcjonował w naszej świadomości jak mglista fatamorgana. I nagle budzimy się w momencie, w którym od czegoś z pozoru nieosiągalnego dzieli nas tylko półtorej godziny. Półwiecze z hakiem skurczyło się do 90 minut. Już tylko ta świadomość pozwala zrozumieć, że 30 czerwca 2016 roku to dzień absolutnie wyjątkowy.

 

Nie udało się Deynie, Lubańskiemu, Lacie i wielu innym postaciom zbliżonego formatu. Za chwilę może się udać Kapustce, Jędrzejczykowi i Mączyńskiemu. Każdy, kto znajdzie się dzisiaj w meczowym protokole pod szyldem „Pologne”, stanie przed szansą wdrapania się na monument, który nie drgnie przez długie lata.

 

Francuski szlak układa nam się od samego początku fantastycznie. Oto w batalii o półfinał trafiamy na rywala w naszym zasięgu, a jednocześnie takiego, który marketingowo i wizerunkowo znajduje się gdzieś na Olimpie zbiorowej wyobraźni. Wszystko rzecz jasna za sprawą jednego człowieka - Cristiano Ronaldo. Dyskusja o tym, czy to w tej chwili najlepszy piłkarz globu, wydaje się bezprzedmiotowa. Od paru dobrych lat jest kimś znacznie więcej - najpopularniejszym sportowcem planety. Pierwszym w historii, którego profil na Facebooku przekroczył 100 milionów polubień. Nie istnieje dzisiaj bardziej wiarygodna miara wielkości, więc szybko blednie przy tym pół tysiąca goli, które do tej pory zdobył. Naprzeciw biało-czerwonych stanie w Marsylii jedna z ikon współczesnego świata. Wyrzucić taką postać za burtę turnieju - to prawie jak odrębne trofeum…

 

Równolegle tuż obok kiełkuje również drugi scenariusz. Taki, w którym to my żegnamy się z turniejem. Chcielibyśmy się pocieszyć, że we Francji polscy piłkarze napisali już zupełnie nowy rozdział historii i nic nie zdoła tego popsuć, a teraz każdy kolejny kwadrans turnieju to już tylko kaligrafia. Ale pęczniejących marzeń nie da się oszukać. Porażka na Stade Velodrome będzie bolała.

 

Dzisiaj wieczorem naprawdę rozegramy najważniejszy mecz XXI wieku. Czy może być coś bardziej ekscytującego? Tak. Trzy mecze XXI wieku na przestrzeni 10 dni. W takich dniach cudownie być zachłannym.

Z tej samej kategorii