Człowiek skrojony na pierwszą linię frontu

LECHIA GDANSK - WISLA KRAKOW
 fot. Piotr Matusewicz  /  źródło: Pressfocus

Od nowego roku Franciszek Smuda ma dowodzić Górnikiem Łęczna, najsłabszą obecnie ekipą Lotto Ekstraklasy. To pokazuje, że akcje byłego selekcjonera reprezentacji Polski mocno poszły w dół. Ale też przekonuje, że nie popadł w zapomnienie.

 

Dla sympatyka sportu piątek nie był dniem jałowym. Praktycznie co chwilę można było wyłowić z przestrzeni medialnej jakiś news albo przynajmniej elektryzującą depeszę. Oto Łukaszem Teodorczykiem zaczynają się interesować kluby z najwyższej europejskiej półki – Liverpool, Sevilla, Benfica. Nico Rosberg, dopiero co koronowany mistrz świata Formuły 1, ogłosił decyzję o zakończeniu kariery. Real jedzie do Barcelony na Gran Derbi mocno osłabiony. Ale za to „Popek” waży tylko kilogram więcej od „Pudziana”, więc na wieczornej gali KSW w Krakowie szanse będą bardziej wyrównane niż na Camp Nou.
W gąszczu doniesień jedno musiało kibica piłkarskiego zainteresować szczególnie. Dotyczyło bowiem Franciszka Smudy, niezmiennie budzącego w środowisku żywe emocje. Jeśli wierzyć informatorom z Lubelszczyzny, „Franz” wraca do rodzimej ekstraklasy. Wprawdzie nie w świetle reflektorów, raczej w brezentowym kombinezonie strażaka, ale… to wciąż „Franz”. Ten sam, który jednym zdaniem, rzuconym gdzieś mimochodem, potrafi dać mediom pożywkę na okrągły tydzień.
Od nowego roku dowodzić ma Górnikiem Łęczna, najsłabszą obecnie ekipą Lotto Ekstraklasy. To pokazuje, że akcje byłego selekcjonera reprezentacji Polski mocno poszły w dół. Ale też przekonuje, że nie popadł w zapomnienie. A on sam oznajmia, że bujany fotel emeryta ani mu się śni. I zapewnia, że cały czas znajduje się w doskonałej formie fizycznej, mimo że zbliża się już do siedemdziesiątki. Właśnie wyskoczył na chwilę do Meksyku, pobawić się jak rzutki turysta. Niedługo, 10 dni.
O wiele dłużej Smuda pozostaje bezrobotny. Jako trener nie ma zajęcia od marca 2015 roku. Poza Wisłą Kraków, od czasu nieudanych finałów Euro 2012, w kraju nie chce go zatrudnić nikt. Zabłądził jeszcze tylko na moment w niemieckiej Ratyzbonie i poza tym cisza. Nie ma chętnych na współpracę ze szkoleniowcem, któremu swego czasu - korzystając z prostego rymu - przypisywano cuda. Dlaczego? „Franz” tłumaczy, że wszyscy boją się jego rzekomo horrendalnie wysokich żądań finansowych. Tak zwana istota materii wydaje się jednak nieco bardziej złożona.
Czy wiadomość o powrocie byłego szefa kadry powinna być z wielu względów radosna? Tak. Gdyby nie fakt, że na horyzoncie pojawił się konkurent. O posadę w Górniku stara się też podobno niejaki Aleksandar Rogić, bliżej nieznany Serb, dwa razy od Smudy młodszy. Ile razy mniej barwny, kontrowersyjny i nieprzewidywalny? W fazie spekulacji to nie do zmierzenia.
Wszystko, co możemy dzisiaj zrobić, to trzymać kciuki za pana Franka. Jeśli wygra wyścig do Łęcznej, wówczas – jak mawia klasyk – liga będzie ciekawsza. Bo tak po prawdzie - na co komu „Franz” w kwiecistym sombrero na głowie? To jednak strateg z natury. Człowiek skrojony na pierwszą linię frontu…

Z tej samej kategorii