Kaczka po pekińsku

MECZ LEGIA WARSZAWA - GORNIK LECZNA
 fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Do dzisiaj podczas zaćmienia słońca wszyscy robią tam jak największy hałas, żeby odstraszyć wielkiego smoka, który zjada słońce.

Dwanaście miesięcy to w futbolu jednak szmat czasu. Dokładnie rok temu Arkadiusz Milik wyrzucił Legię z Ligi Europy, chińscy miliarderzy wykradli Miroslava Radovicia, wzbudzając w stolicy szloch, a jakiegoś grajka o nazwisku Nikolić nikt u nas nie znał. Dzisiaj to już zamierzchła przeszłość. Zakurzona kartka z kalendarza, nic więcej.

 

Budzisz się w lutym 2016 roku i wiesz, że za Radoviciem nikt już nie płacze, a on sam biega za piłką nie w Azji, ale gdzieś w kącie Europy. I nie za miliony, ale za drobne. Mimo to możesz odnieść wrażenie, że historia zatoczyła koło, bo przecież w Warszawie ponownie zapanował niepokój. Znów ktoś chce zabrać najlepszego piłkarza Legii i znów tym kimś są skośnoocy miliarderzy. Na celowniku on - Nemanja Nikolić.

 

W tak zwanym Państwie Środka ping-pong nigdy do świetlic nie wróci. Ale wszystko wskazuje na to, że salonowcy przeniosą się teraz na areny piłkarskie. Futbol to przecież rozrywka stworzona dla mas, a w Chinach masy są już znudzone wielotysięcznymi tradycjami. I nie zmienia tego fakt, że do dzisiaj podczas zaćmienia słońca wszyscy robią tam jak największy hałas, żeby odstraszyć wielkiego smoka, który zjada słońce.

 

Co piąty człowiek na Ziemi mieszka właśnie w ojczyźnie herbaty. A jednocześnie 200 milionów Chińczyków żyje w ubóstwie, za mniej niż jednego dolara dziennie. Nikomu to jednak nie przeszkadza oferować piłkarzom zarobki sięgające coraz częściej kilkunastu milionów euro rocznie.

 

Najgorsza wiadomość dla fanów Legii? Taka, że informacja o możliwym uprowadzeniu Nikolicia za 7 milionów dolarów nie jest dziennikarską „kaczką”. Łowy Chińczyków przebiegają jednym schematem - jak się rozpędzą, zwykle nie ma śladów hamowania.

 

Ale dla równowagi jest i dobra wiadomość dla fanów ekstraklasy. Taka, że futbol nie znosi próżni. Oto w przestrzeni medialnej pojawił się news niepośledniego kalibru. Powrót do polskiej ekstraklasy rozważa rzekomo - uwaga! - Arkadiusz Milik. Nie na zakończenie kariery, ale za chwilę – na rundę wiosenną bieżącego sezonu. Można by pomyśleć, że to klasyczna „kaczka”, gdyby nie fakt, że z powrotem przy Łazienkowskiej pojawił się Artur Jędrzejczyk, a bliski tego był Kamil Grosicki – kuszony przez Legię i Pogoń. Obaj chcą jak najlepiej przygotować się do finałów Euro 2016.

 

Milik chce tego samego. W Holandii może się to okazać trudne, bo jego pozycja w Ajaksie nie jest dzisiaj tak mocna jak przed rokiem. Na ławce rezerwowych wiosny nie przesiedzi, ale z regularną grą może mieć problem. Jeśli sensacyjne spekulacje pokryją się z rzeczywistością, to gdzie konkretnie miałby wrócić? Zabrze oszalałoby ze szczęścia, ale chyba jednak prędzej kontrakt z Górnikiem podpisze Łukasz Podolski, co obiecuje od dawna.

 

Sprawę będziemy monitorować. I jakby co, zrobimy hałas. Nie mniejszy niż Chińczycy, kiedy pojawia się głodny smok…

Z tej samej kategorii