Kołysanka dla nieznajomej

WALNE ZGROMADZENIE SPRAWOZDAWCZE PZPN --- PZPN GENERAL MEETING OF REPORTING IN WARSAW
 fot. Piotr Kucza  /  źródło: newspix.pl

Na razie najlepiej sprzedaje się przydomek pani Pajączek - „Strong Lady”. Czyli lepiej nie zadzierać, bo siła i niezłomność.

W nawale newsów i newsików – poważnych, mniej poważnych, często bezwartościowych - ta jedna informacja mogła komuś łatwo umknąć. Martyna Pajączek została wybrana na stanowisko prezesa Pierwszej Ligi Piłkarskiej. Nie każdy kibic wie o takiej organizacji. A o takiej pani – pewnie tylko co niektóry.

 

A właśnie taka pani zastąpiła nie byle kogo, bo samego Michała Listkiewicza, który postanowił podyrygować czeskimi arbitrami i ruszył do roboty na południe. Swych obowiązków wbrew pozorom nie przekazał jednak postaci przypadkowej. Pani Martyna, skądinąd świetny marketingowiec, w ostatnim czasie była jego prawą ręką, a od października 2011 roku prezesuje Miedzi Legnica. Jest także pierwszą kobietą we władzach futbolowej centrali. Jak się okazuje, od blisko czterech lat zasiada w Komisji Rewizyjnej PZPN.

 

Teraz stanęła na czele PLP. Czy to dobry wybór? Z odpowiedzią na to pytanie trzeba zaczekać. Komentarze i prognozy internautów w większości nie nadają się dzisiaj do zacytowania. Na razie najlepiej sprzedaje się branżowy przydomek pani Pajączek, doskonale kontrastujący z jej nazwiskiem – „Strong Lady”. Czyli lepiej nie zadzierać, bo siła i niezłomność.

 

Zadanie podmiotu, którym od wczoraj nowa pani prezes dowodzi, to stworzenie z rozgrywek pierwszoligowych produktu bez biznesowej skazy, doskonale opakowanego i atrakcyjnego medialnie. Wymaga to naturalnie czasu i determinacji. W ostatnich latach małymi kroczkami inicjatywa zmierza we właściwym kierunku, ale do realizacji celu droga jeszcze daleka.

 

Jesienią 2012 roku, w wywiadzie dla „Gazety Wrocławskiej”, pani Martyna mówiła tak: „I liga jest niewygodną klasą rozgrywkową, w której nikt za długo nie chce siedzieć. To taka brzydsza siostra ekstraklasy”.

 

Od tamtej pory trwa coś, co można nazwać permanentnym liftingiem. Ta ładniejsza siostra nadal cieszy się większą liczbą adoratorów i wciąż częściej chodzi na randki, ale przed wyjściem bywa nierzadko mocno poirytowana, bo coraz częściej łazienka jest zajęta.

 

Jeśli chodzi o płeć piękną, to management rodzimego futbolu stoi pod tym względem ubogo. Nie, żeby od razu wytykać niedostatki urody. Ubogo pod względem liczebnym. Izabela Łukomska-Pyżalska w Warcie Poznań, do niedawna Anita Osuch w Zawiszy Bydgoszcz, Danuta Witkowska w Bruk-Becie z Niecieczy i w zasadzie tyle. Dwie pierwsze panie mają ciężko, bo ich mężowie obrażają ludzi i straszą pobiciem. Ta trzecia radzi sobie jak na razie świetnie.

 

Jaką pozycję zajmie w tym unikatowym gronie pani Martyna? Trzymamy za nią kciuki, ale jednocześnie nie ukrywamy, że już z marszu zdążyła wzbudzić niepokój. Zapewnia bowiem zadziornie, że pracuje przez siedem dni w tygodniu po 20 godzin, bo tylko wtedy może być pewna dobrych efektów swoich działań. Lekko licząc, zostają cztery godziny na sen - co wygląda jak bezpardonowy zamach na elementarne prawidła biologii. Szefowa niewyspana to zwykle zła szefowa. A i brzydsza siostra od samego pudrowania nie stanie się bardziej ponętna...

Z tej samej kategorii