Sezon na choleryka

Człek o charakterystycznej fizjonomii - jakby żywcem wyrwany z komiksów o przygodach Ala Capone i jego ludzi - otwiera niebawem zagraniczny etap trenerskiej kariery.

Pilka nozna. Ekstraklasa. Arka Gdynia - Korona Kielce. 24.02.2017
 fot. Piotr Kucza  /  źródło: FOTOPYK

Za oknem chwilami bardziej biało od płatków śniegu niż od kwitnących pąków, a tymczasem - zupełnie niespodziewanie i na przekór - rozkręca nam się z coraz większym impetem letnia giełda transferowa. Nie mylić z okienkiem, bo to na razie tylko czas spekulacji. Tyle że całkiem intrygujących. Do emigracji szykują się nie piłkarze, lecz ci, którzy przez 90 minut hasają po nieco mniejszym prostokącie - tym wyrysowanym między ławką rezerwowych a linią boczną. Panowie trenerzy.

 

Taki Maciej Bartoszek na przykład. To nie żarty - rusza na podbój Europy. Poszło w eter, że człek o charakterystycznej fizjonomii - jakby żywcem wyrwany z komiksów o przygodach Ala Capone i jego ludzi - otwiera niebawem zagraniczny etap trenerskiej kariery. A rozsiewane rewelacje mają zostać potwierdzone, przynajmniej częściowo, na dzisiejszej konferencji prasowej.

 

Już teraz słychać jednak, że to będzie roszada na linii Wschód - Zachód. Koronę Kielce przejmie od nowego sezonu trener prowadzący niegdyś jeden z klubów ekstraklasy Niemiec. Dla przeciwwagi Bartoszek popracuje w tym samym czasie za naszą zachodnią granicą. Nie szkodzi, że na razie tylko w 2. Bundeslidze. Od czegoś podbój Starego Kontynentu trzeba przecież zacząć.

 

Poza tym chodzi o silną ligę, która byle kogo nie zatrudnia. Ostatnim Polakiem przywdziewającym w niej trenerski drelich był sam Franciszek Smuda. Czmychnął tam niedługo po tym, jak przegoniono go z posady selekcjonera drużyny narodowej. Furory nie zrobił, zebrał kilka omłotów w Ratyzbonie i z hukiem ligę pożegnał. Ale liczy się to, że go tam w ogóle chcieli.

 

Teraz chcą kolejnego speca znad Wisły. I to niekoniecznie jednego. Może być i tak, że wezmą od razu dwóch. Tak się bowiem składa, że kluby z zaplecza niemieckiej elity poważnie interesują się również Michałem Probierzem. Robi się więc arcyciekawie, bo dwóch polskich choleryków bram Bundesligi nie szturmowało jeszcze nigdy. Jak wszystko dobrze się ułoży i ruszą łeb w łeb, to szykuje nam się karnawał zgoła całoroczny.

 

Kto będzie miał łatwiej? Chyba jednak Probierz, mimo że wybucha częściej i mocniej rani odłamkami. Przemawia za nim jednak CV. W Polsce coś zdążył osiągnąć, a poza tym trenerski chrzest na obczyźnie ma już za sobą.

 

Mimo że z Bartoszkiem jest trochę inaczej, na okładkę „Bilda” może trafić znacznie wcześniej. Nie trzeba dużo. Ktoś doniesie, że był kierownikiem wysypiska śmieci, albo że widziano go z parówką w drodze na mecz. I harmider gotowy. Nikogo nie będzie interesowało, że to dobry fachowiec i sympatyczny facet. Bo futbol to gra nie tylko prosta, ale i wielowymiarowa. Czasem po prostu bywa tak, że łapią cię na ofsajdzie jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sezonu.

 

Ale jak prosił klasyk - nie uprzedzajmy faktów…

 

Z tej samej kategorii