Sezon na letnie promocje został zamknięty

Ruch Chorzow - Legia Warszawa
 fot. Wojciech Wloch  /  źródło: Pressfocus

Niewykluczone, że chorzowski obiekt przejdzie do historii jako ten, na którym Nemanja Nikolić rozegrał pożegnalne spotkanie na polskiej ziemi.

Komuś niezorientowanemu trudno byłoby pewnie uwierzyć, że kilkadziesiąt godzin po awansie do fazy grupowej Champions League legioniści przyjechali do Chorzowa, żeby bronić się przed strefą spadkową lub zawiśnięciem na jej krawędzi. A dokładnie tak wczoraj wieczorem się zdarzyło. Warszawianie udźwignęli ten ciężar - głównie dlatego, że pierwszy raz w tym sezonie zagrali bez balastu, stanowiącego jednocześnie "żelazne" alibi. Nie mogli się już tłumaczyć Europą. Miejsce w kontynentalnej elicie wywalczyli, więc z czystymi głowami mogli wszystkim przypomnieć, jak skutecznie powinien grać w piłkę zespół uznawany za krajowego hegemona. Legia wyszła zatem na mecz najsilniejszą jedenastką i zrobiła swoje.

 

Pierwsze gole w tym sezonie zdobył w lidze Nemanja Nikolić. I być może ostatnie. Niewykluczone, że chorzowski obiekt przejdzie do historii jako ten, na którym węgierski bombardier rozegrał pożegnalne spotkanie na polskiej ziemi. Wciąż siedzi na walizkach, czekając na transfer. Może jeszcze zdąży się przywitać z Miroslavem Radoviciem, który w stolicy ma się zameldować już dziś.

 

Całkiem niedawno pisaliśmy tłustym drukiem, że jeśli ktoś chce rzucić mistrza Polski na kolana, musi się spieszyć. Chodziło o to, żeby zdążyć, dopóki Legia duchem jest na arenie międzynarodowej. Zdążyło kilka zespołów, na ogół średnich lub słabych. Ruch odrobinę się spóźnił. Obrońcy tytułu pojawili się na Cichej i obwieścili wszystkim, że sezon na letnie promocje został właśnie zamknięty. Rozpoczęli tym samym pogoń za czołówką i jeśli w najbliższym czasie ktoś zechce tanim kosztem mistrza złupić, prawdopodobnie będzie musiał zagrać najlepszy mecz półrocza. Chorzowianie taki występ zostawili sobie na później, więc o punktach mogli zapomnieć.

 

Teraz czas na drużynę narodową i pierwszy krok w stronę rosyjskiego mundialu. Tak się składa, że spośród graczy krajowych uznanie w oczach selekcjonera znaleźli tylko legioniści. Dokładnie trzej - duet obrońców i defensywny pomocnik. Jak wiele mówi to o kondycji rodzimej ekstraklasy? Niestety to czarno-biała laurka, w dodatku lekko poszarpana. Ligowcy mogą się pocieszyć jedynie tym, że akurat sezon na kadrę dopiero się otwiera…

Z tej samej kategorii