Katedra anatomii

W szkole na biologii tego nie było. Stał kościotrup, można było podejść, rozdziawić mu żuchwę dla hecy, a potem porachować inne kości i kosteczki. Ale nikt nie słyszał o czymś takim jak mięsień półbłoniasty albo mięsień półścięgnisty.

Polska - Czarnogora
 fot. Adam Starszyński  /  źródło: Pressfocus

Co za tym idzie - nikt nie potrafił pokazać, gdzie to jest. A dzisiaj wiemy już wszyscy - że to z tyłu nogi, nad kolanem. Tam właśnie pobolewa Roberta Lewandowskiego. Nie trzeba było wykładu z anatomii, żeby kibic wzbogacił swoją wiedzę o kilka detali zgoła uniwersyteckich. Bo jak coś dokucza „Lewemu”, to po prostu wypada wiedzieć - co, gdzie i jak to się nazywa.

 

Tym sposobem od czterech dni toczy się coś na kształt ogólnonarodowej debaty. Zdąży czy nie zdąży? Zagra z dyskomfortem czy nie będzie ryzykował? A boli go naprawdę czy po prostu chciałby chwilę od tej gonitwy odpocząć?

 

Oczywiście to ostatnie pytanie jest niegrzeczne, bo akurat Lewandowskiego na boisko siłą wypychać nie trzeba. Patriota, profesjonalista, kapitan - w każdej z tych ról odnajduje się wyśmienicie. Jeśli tylko występ nie będzie wiązał się z ryzykiem dla zdrowia, jutro wieczorem Lewandowski ponownie wyprowadzi biało-czerwonych na murawę i zrobi wszystko, żeby bramkarz reprezentacji Urugwaju nigdy nie chciał tu wrócić.

 

Temat postawiony jest klarownie - dziś trening, dziś decyzja. Od niedzieli „Lewy” poddawany był intensywnym zabiegom, a w czwartek po raz pierwszy weźmie udział w zajęciach z kolegami. Niedługo potem wystosowany zostanie komunikat, na który czeka kilkadziesiąt tysięcy ludzi z biletami na jutrzejszy mecz. I miliony telewidzów, zacierających ręce na myśl o piątkowym wieczorze.

 

Bez względu na końcowe postanowienie, jedno pewne jest już teraz - najlepszego ataku świata na PGE Narodowym nie zobaczymy. Do Polski nie przyleciał bowiem gwiazdor Barcelony Luis Suarez. A to właśnie on wraz z Edinsonem Cavanim stanowi dzisiaj w kadrze Urugwaju taki duet, jakim nie może się pochwalić żadna inna reprezentacja globu.

 

Nie będziemy w tym miejscu deliberować nad tym, czy swój niszczycielski potencjał obaj Latynosi zaprezentują w pełni u progu najbliższego lata w Rosji. Bardziej interesują nas bombardierzy z białym orłem na piersi. Też mamy przecież duet, który potrafi zbudzić strach w każdym zakątku Europy i niekiedy na lądach sąsiednich: Robert Lewandowski - Arkadiusz Milik.

 

Ten drugi dźwiga dzisiaj nie lada traumę. Ponownie na przestrzeni roku zerwał w kolanie więzadło. Zapewnia, że niezłomności ducha mu nie zabraknie i na mundial zdąży. Innego scenariusza naturalnie nie bierzemy pod uwagę. Z prostej przyczyny - kiedy Milik przebywa na murawie z „Lewym”, jesteśmy tak silni jak przez jakieś 40 ostatnich lat mogliśmy tylko pomarzyć. A ile z tej siły zostaje, kiedy nie ma żadnego z nich? Być może zbliżające się boje z Urugwajem i Meksykiem to jedyna szansa, żeby na tak postawione pytanie uczciwie odpowiedzieć.

 

Z tego właśnie względu na dzisiejszy komunikat nie powinniśmy czekać z różańcem w ręku. Jeśli trzeba będzie sobie poradzić bez kapitana, poszukajmy dobrych stron takiego stanu rzeczy. Niech ruszy do boju jeden z dublerów i niech pokaże, jak bardzo chciałby się znaleźć w mundialowej ekipie.

 

Kto na pierwszy ogień? Może taki Jakub Świerczok - bezczelny z natury, bez cienia kompleksów, za to z trudnym charakterem. Było już paru snajperów, którzy po koronę króla strzelców nigdy nie sięgnęli, ale dzięki niedostatkom pokory jednym uderzeniem zmieniali bieg historii. Trzeba pamiętać, że wyprawa do Rosji to nie żarty. Musimy mieć w odwodzie kilera, który w każdej chwili będzie gotów na chłodno wyłonić się z cienia i wykonać robotę na czas...

Z tej samej kategorii