Ulica Sezamkowa

20140810CSMS0018.jpg
 fot. Michał Stańczyk  /  źródło: Cyfrasport

Kiedy Greń sprowadzał do swojego sex-shopu wibratory na baterie, pejcze i kajdanki, Garguła zabierał na przedmeczowe zgrupowania Biblię i wieczorami wczytywał się w Stary Testament.

Przez moment zrobiło nam się w rodzimym futbolu jak w popularnym programie edukacyjnym dla dzieci. Może ktoś zna, jego tytuł to Ulica Sezamkowa. Tasiemiec, przez lata uwielbiany nie tylko w Ameryce. Dzisiejszy odcinek sponsoruje literka G - można było w nim usłyszeć, kiedy akurat opowiadano o wszystkim na g. Tyle tylko, że tam w roli głównej występowały mapety, a tu - prawdziwe ludziki.

 

A zatem mamy na tapecie G - jak Greń i Garguła. Łączy ich niewinność, a dokładniej gorliwe zapewnienie o niewinności. To ważne, bo kaliber stawianych im zarzutów jest poważny - nielegalny handel (to działacz Kazimierz) i korupcja (to piłkarz Łukasz). Ten pierwszy został właśnie zawieszony, ten drugi zdyskwalifikowany - tylko na dwa lata, ale za to w zawieszeniu na trzy. No i, bagatela, 80 tys. zł grzywny.

 

Skoro wiemy, że łączy ich niewinność, pora dla równowagi zapytać: co różni obu bohaterów? A różni ich wiele, by nie rzec, że wszystko. Kiedy Greń sprowadzał do swojego sex-shopu wibratory na baterie, pejcze i kajdanki, Garguła zabierał na przedmeczowe zgrupowania Biblię i wieczorami wczytywał się w Stary Testament. W prywatnych rozmowach zawsze subtelnie sugerował, żeby tego nie nagłaśniać. Bo to przecież takie niemodne w czasach, kiedy do torby ze sprzętem wkładało się już raczej przenośną konsolę do gier, a nie coś do czytania. A już na pewno nie Pismo Święte.

 

Szkoda, bo to przecież skarbnica mądrości. "Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem" - to jeden z tych bardziej znanych biblijnych cytatów. Garguła nie rzuci, bo jest wierzący. Greń? Też nie rzuci, bo wie, że to się nie opłaci. Ale gdyby tylko miał pewność, że nikt go nie zobaczy... Dwie kieszenie kamyków, dobrze wystrugana proca i - cały na czarno - pewnie chętnie by zza węgła do oszczerców postrzelał.

 

Tymczasem fakty są mało aromatyczne. Obaj wdepnęli lub dali się wsadzić w coś, co niestety nieodzownie kojarzy się z literą G. Bez względu na to, ile razy uderzą się w pierś na dowód swojej niewinności, brzydki zapach w ich pobliżu nie przestanie się unosić bardzo długo.

 

W tej sytuacji zupełnie nowego wymiaru nabiera ulubiona anegdota pana Kazimierza, którą namiętnie opowiadał przy każdej okazji, nawet na imprezach niebiletowanych. O tym, jak to senator Lato zapytał, czy można otworzyć okno.

 

Kto zdoła udowodnić swoją niewinność?
Z tej samej kategorii