Polowanie na Judasza

Raczej nie ma dzisiaj w polskiej ekstraklasie piłkarza, który chciałby być w tej chwili na miejscu Krzysztofa Mączyńskiego. W niedzielny wieczór w Krakowie czeka go bowiem festiwal nienawiści. On sam kontra 30 tysięcy gardeł przesiąkniętych żółcią.

Legia Warszawa - FC Sheriff Tiraspol
 fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Plakaty z hasłem "Przywitajmy judasza" zawisły nie tylko w samym Krakowie, ale i w wielu miejscowościach ościennych. Trzeba przyznać - całkiem pomysłowe, mimo że z deka niekulturalne. No i nie bez dozy sprytu, bo nikt przecież nie stwierdza tam wprost, że ten judasz to Krzysztof Mączyński.

 

A właśnie o popularnego „Mąkę” tutaj chodzi. Raczej nie ma dzisiaj w polskiej ekstraklasie piłkarza, który chciałby być w tej chwili na jego miejscu. W niedzielny wieczór w Krakowie, na stadionie przy Reymonta 22, czeka go bowiem festiwal nienawiści. On sam kontra 30 tysięcy gardeł przesiąkniętych żółcią. Bez dwóch zdań – nie ma czego zazdrościć.

 

Może nie każdy wie, ale tak się składa, że akurat ligowy weekend na antenie Canal + jest odkodowany. Publika zmasowanego ataku na reprezentanta Polski ma być zatem o wiele liczniejsza od tej, która zasiada przed telewizorem co kolejkę. Ta świadomość fanów „Białej gwiazdy” mobilizuje podwójnie. Od tygodnia zapewniają, że dadzą z siebie wszystko. A że potrafią wiele, udowodnili niejednokrotnie. Choćby tym transparentem z ostatnich derbów Krakowa, na którym chełpili się mordami dokonanymi na fanach Cracovii…

 

Tymczasem Mączyński zapewnia, że przez cały tydzień spał spokojnie. I że cała ta nagonka w ogóle go nie rusza, bo w życiu przeszedł już wiele. W wywiadzie dla legia.com mówi tak: - Nawet nie brałem pod uwagę tego, by nie pojechać na Wisłę. Gdybym się tam nie pojawił, wówczas ludzie pomyśleliby sobie: „O, Mączyński nie ma jaj”. Jest dokładnie odwrotnie. Takie mecze mobilizują mnie jeszcze bardziej i chcę zrobić wszystko, by w niedzielę zagrać na Reymonta. Nawet gdybym nie załapał się do osiemnastki meczowej, to gwarantuję, że na trybuny pojechałbym jako dziewiętnasty”.

 

Znaczy się kozak jakich mało. Opowiada prawdopodobnie o tych samych „jajach”, które niedawno zaginęły gdzieś na klubowym parkingu przy Łazienkowskiej, gdy piłkarzy Legii postanowili subtelnie ostukać chłopcy z „Żylety”. Dzisiaj można tylko żałować, że Mączyńskiego tam nie było. Prawdopodobnie on jako jedyny postawiłby się agresorom, oddałby komuś „z liścia”, a może nawet kogoś by pogonił.

 

Wiadomo – słowa. Słowa nic nie kosztują. Werbalnie można się napinać do woli i nawet fajnie to wygląda. Czyny to co innego - są o wiele droższe. Dlatego tak rzadko idą w parze z wypowiedziami.

 

Czy w niedzielę pod Wawelem będzie inaczej? Czy Mączyński nie uklęknie pod niszczycielskim jazgotem i da koncert futbolu? Na internetowych forach widać, że kibice w to nie wierzą. Snują prognozy, że na mecz „judasz wyjdzie z podniesioną głową, ale w pampersie”. Szykuje się zatem brudne show z domieszką futbolu. Ale akurat w Krakowie takie proporcje to żadne novum…

Z tej samej kategorii