Wybiła godzina zero. Przed Polakami pierwszy wschodni rekonesans

Szwajcaria - Polska
 źródło: Pressfocus

Gdyby przyszło pokazać Astanę na mapie, pewnie nie każdy zdałby celująco egzamin z geografii. Ale w niedzielę trzeba zaliczyć test z futbolu.

Dla wielu telewidzów, którzy w niedzielny wieczór zasiądą przed odbiornikami, będzie to zupełnie nowe doświadczenie. Po raz pierwszy od ponad 30 lat czekamy na start eliminacji piłkarskiego mundialu z przekonaniem, że brak awansu do turnieju finałowego zostanie odebrany jako narodowa klęska. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w roku 1984, gdy kadra dowodzona przez Antoniego Piechniczka rozpoczynała szturm na Meksyk. W masowej wyobraźni nie istniał wówczas inny scenariusz niż kwalifikacje zakończone sukcesem. Mijała przecież ledwie dekada od pierwszego medalowego występu na mistrzostwach świata. I tylko dwa lata od drugiego.

 

Dzisiaj nie jesteśmy medalistami, ale do batalii o czempionat w Rosji przystępujemy z pozycji faworyta. W tym jednym temacie, jak rzadko kiedy, panuje ogólnonarodowa zgoda. Mówią o tym prominenci PZPN, trenerzy i sami piłkarze. Kibice z ekscytacją przytakują i zacierają niecierpliwie ręce. Mamy więc coś, na co czekało całe pokolenie Polaków. Jeśli ktoś zaczął czekać jako nastolatek, to jutro przed meczem pewnie opowie o tym swoim dzieciom. Żeby jeszcze raz spróbowały uwierzyć, że kiedyś plakaty Bayernu Monachium przypinało się szpilkami do tapety, mimo że na obrazku nie było nikogo, kto mówiłby po polsku.

 

Ruszając po nową futbolową przygodę, jednocześnie tak naprawdę dopiero teraz kończymy finały Euro 2016. Cały czas żyliśmy przecież wspomnieniami dramatycznych bojów ze Szwajcarią i Portugalią w fazie pucharowej turnieju. Nikt nie będzie już pytał, czy Kuba Błaszczykowski mógł uderzyć tego karnego odrobinę wyżej albo całkiem po ziemi. I nikt nie będzie się już zastanawiał, co by było, gdyby biało-czerwoni poszli za ciosem po mocnym otwarciu boju o półfinał.

 

To jest ten moment, kiedy siłą rzeczy spoglądamy na przeciwległy horyzont. Moskwa, Łużniki, 15 lipca 2018. Na razie przed nami pierwszy wschodni rekonesans. Daleko - między Chinami a Rosją. Gdyby przyszło pokazać Astanę na gołej mapie, pewnie nie każdy zdałby celująco egzamin z geografii. Ale w niedzielę trzeba zaliczyć test z futbolu. Nie musi być popisowo, wystarczy na trójkę z plusem - dokładnie tyle, ile można dostać za zwycięstwo.

 

Kazachstan to duży kraj, ciągnący się aż przez trzy strefy czasowe. Nie ma to jednak większego znaczenia. Szefowie polskiej ekipy zdecydowali, że po wyjściu z samolotu nie będzie regulowania zegarków. Decyzja jak najbardziej słuszna. Wszyscy wiemy, że wybiła godzina zero…

Z tej samej kategorii