Pierwsze było jajko

Kazimierz Greń
 /  fot. Marek Biczyk  /  źródło: newspix.pl

Futbol w cieniu Wielkiego Tygodnia? Nic z tych rzeczy. Piłka kręci się dzisiaj siedem dni w tygodniu, szybko jak nigdy i z trudną do rozszyfrowania rotacją.

Nawet jeśli ktoś chciałby chwilę odetchnąć, to nie bardzo się da. Bo jak nie spojrzeć w telewizor, skoro dziś wieczorem w Dortmundzie dojdzie do klinczu kapitanów kadry? Jakub Błaszczykowski (niedawny) kontra Robert Lewandowski (obecny). Nie każdy interesuje się Bundesligą na co dzień, ale tym razem poświęcić na nią 90 minut będzie pewnie o wiele łatwiej. Wokół kapitańskiej opaski w reprezentacji zrobił się ostatnio taki harmider, że sobotnie starcie Borussii z Bayernem jawi się jako apogeum tej historii. Kuba nie chciał wystąpić z Lewym na wspólnej konferencji prasowej. Teraz jednak wejścia na plac gry odmówić nie może. Na murawie będziemy mieli zatem w sumie czterech kapitanów - w drużynie gości, gospodarzy i jeszcze dwóch bonusowo. Dubeltowe emocje gwarantowane.


Niedziela? Na ten dzień futbolowa Europa też nie planuje drzemki. A w poniedziałek - Wielkie Derby Śląska. Już po raz 103. Nie znamy wyniku, ale wiemy, że Górnik już wygrał. Piłkarze, trenerzy i pracownicy zabrzańskiego klubu zorganizowali zbiórkę pieniędzy dla chorych na mukowiscydozę dzieci Jakuba Kowalskiego, piłkarza chorzowskiego Ruchu. Futbol w cieniu wielkiego gestu - takie chwile pamięta się długimi latami.

 

Kiedy już zrobiło się tak bardziej rodzinnie, to akurat Kazimierz Greń nie przysłał świątecznych życzeń. Siłą rzeczy trzeba to zapisać w kategorii niebywałe, bo do tej pory zawsze był w tej kwestii najszybszy. Wyprzedzał innych o 2-3 długości. Najpierw posyłał kartki, potem SMS-y, a teraz pierwszy raz nic. Wczoraj do wieczora telefon ani drgnął. No ale nie ma się co dziwić, skoro w gazetach piszą, że on stał za śmietnikiem, a ona robiła za gońca. Cóż począć, cóż powiedzieć. Czasem po prostu bywa tak, że im większy tydzień, tym mniejszy wydaje się człowiek.

 

Właśnie w tej sprawie pan Kazik, pierwszy bileter Podkarpacia, organizuje we wtorek konferencję prasową. Będzie próbował raz na zawsze wyjaśnić, co było pierwsze - kura czy jajko. Może ktoś przyjdzie posłuchać, mimo że kolejność zdarzeń jest już dobrze znana. Najpierw były jaja w Dublinie. A dopiero potem wszyscy zaczęli boleśnie dziobać.

 

Czy nabyłeś kiedyś bilet u konika?
Z tej samej kategorii