Depesza z gwoździami

02.05.2016 LECH POZNAN - LEGIA WARSZAWA FINAL PUCHARU POLSKI 2016 PILKA NOZNA
 fot. Radosław Jóźwiak  /  źródło: Cyfrasport

We Francji najgroźniejsi mają być Polacy. Bo cztery lata wcześniej gonili po ulicach kibiców z Rosji. I jak dogonili, to bili.

Im bliżej pierwszego gwizdka finałów Euro 2016, tym częściej natknąć się można na hitową depeszę agencyjną z Francji. Jedna taka pojawiła się wczoraj wczesnym popołudniem. „Francuzi boją się ataku terrorystycznego i polskich pseudokibiców” - tak to brzmiało.


No więc hit, bez dwóch zdań. Inaczej nie da się nazwać faktu, że ktoś w jednym rzędzie stawia brodatego Abdula obwiązanego pasem szahida i łysawego Zdziśka, który taszczy na sobie oponę z sadła - po golonce i tanich podrobach browarniczych. I że niby obaj budzą strach. Terroryzm i chuliganizm. Zgroza. I wyzwanie dekady dla francuskich żandarmów.

 

Wśród nacji, które w czerwcu i lipcu mają dążyć do ulicznych incydentów, wymienia się także 10 innych krajów, ale - jak twierdzą europejscy analitycy - najgroźniejsi mają być właśnie Polacy. Bo cztery lata wcześniej gonili po ulicach Warszawy kibiców z Rosji. I jak dogonili, to bili.

 

Ktoś średnio rozgarnięty, kto nigdy nie był nad Wisłą, a przeczytał coś podobnego u siebie w domu na fotelu, mógł pomyśleć, że w Polsce chuligani budzą taką samą trwogę jak terroryści. A jak jeszcze zobaczył dresiarza w kapturze, który we wrocławskim autobusie zostawił okablowany samowar z gwoździami, to już wiedział wszystko. Polska to brudna plama na mapie Europy i lepiej nigdy się tam nie zapuszczać - tak musiał pomyśleć.

 

Trudno rozstrzygnąć, co bardziej powinno nas dzisiaj niepokoić. To, że cieszymy się tak podłą marką na arenie międzynarodowej? Czy może fakt, że francuskie służby bezpieczeństwa tracą czas na Zdziśka i jego równie otyłych kamratów, zamiast skupić się na tym, jak zneutralizować szaleńców, którzy codziennie słyszą szepty Allaha. Ci pierwsi będą chcieli coś wypić, zakręcić się za drobne na Placu Pigalle i ewentualnie dać komuś w zęby. Ci drudzy? Też chuligani, tyle że z nieco inną skalą pomiaru satysfakcji. Jak wrócą do domu w jednym kawałku, to znaczy, że impreza się nie udała.

 

To prawda, że w Polsce można spotkać na ulicy kibola z maczetą, który odrąbie ci rękę lub głowę, jak krzywo na niego spojrzysz. Paradoksalnie - najczęściej w kochanym przez turystów Krakowie. Ale to tylko pato-margines. Ludzie, którzy go tworzą, często chodzą głodni, a na sprzęt do zabijania zbierają czasem przez okrągły rok. Oni do Francji nie pojadą, bo nie mają na to pieniędzy. Mimo to autor depeszy chce wierzyć, że Francuzi się boją. A sami Francuzi, nawet jeśli do tej pory Polska kojarzyła im się z Chopinem, zaczynają powoli rozumieć, że terroryzm nie jest największym problemem współczesności.

 

Próba konkluzji? Możemy być spokojni, że na Stade de France nikt nie wejdzie z ostrym narzędziem w kieszeni. Ale to jednak niewiele, skoro tępym piórem można poharatać zbiorową wyobraźnię doszczętnie…

Z tej samej kategorii