Bilet na karuzelę

16.06.2012 EURO 2012 CZECHY - POLSKA
 fot. Łukasz Grochala  /  źródło: Cyfrasport

Kibice Wisły dobitnie wyrazili zdanie na temat angażu Smudy. Zareagowali tak, jakby ktoś chciał zaprosić trędowatego do jacuzzi.

Czwartkowe popołudnie, minęła 14:00. Trzy takie same telefony w ciągu godziny. Wszystkie zamknięte w krótkim dialogu…

 

- Jasiu?
- Nie Jasiu.
- To przepraszam…

 

Ja odbierałem, dzwonili nieznajomi. Pomyślałem, że pan Janek – skądinąd sympatyczny i lubiany - trochę wypadł z obiegu, skoro komuś gdzieś zapodział się jego numer. Akurat z Zabrza wypłynęła wiadomość, że teraz to on będzie dyrygował piłkarzami z Roosevelta. Stąd telefony. Każdy chciał z nim chwilę pogadać – pogratulować, o coś zapytać, może doradzić. A że nazwisko nosimy to samo, to rykoszetem padło akurat na mnie. Przez moment to ja byłem trenerem Górnika.

 

Ale potem przyszedł piątkowy wieczór. Wisła tłukła się w Krakowie z Piastem. Na boisku ciekawie, na trybunach też. Tyle że inny układ sił – na murawie remis, a na widowni pogrom. Ofiarą blamażu okazał się Franciszek Smuda, który dzisiaj przy Reymonta miał objąć posadę pierwszego szkoleniowca. Sprawa stanęła jednak pod dużym znakiem zapytania, bo kibice „Białej gwiazdy” dobitnie wyrazili swoje zdanie na ten temat. Zareagowali tak, jakby ktoś chciał zaprosić trędowatego do jacuzzi.

 

Wtedy w naturalny sposób zrodziło się pytanie - kto bardziej wypadł z obiegu? Jasiu czy „Franz”? Po przeanalizowaniu wszystkich okoliczności wyszło na to, że jednak ten drugi.

 

Czy Żurek tchnie teraz nowe życie w wegetującego Górnika? Trudne pytanie. Na razie wiadomo tylko tyle, że ma dobrego stylistę. Wygląda jak starszy brat Liroya. Hołubiony w latach 90. raper - po wielu latach lawirowania w niebycie – znów stanął w świetle kamer i został parlamentarzystą. Może więc, idąc tym tropem, znany szkoleniowiec też rozpoczął swoje kolejne „pięć minut” i na pierwszej linii frontu zagości na dłużej? Zaczął od gola przy Łazienkowskiej, bo… od czegoś trzeba było zacząć.

 

Tymczasem trener Smuda od stylistów konsekwentnie stroni. Ktoś nawet zauważył, że mniej więcej od zakończenia finałów Euro 2012 wygląda jak starszy brat samego siebie. Ale niezmiennie się ceni. Jeśli już podejmuje pracę, to za duże pieniądze. A jak nie płacą, biegnie do sądu. Ostatnio wygrał tylko tam.

 

Fakty są takie, że na trenerskiej karuzeli siedzi dzisiaj Żurek. „Franz” też chciałby się znowu pokręcić, ale jego położenie jest trudne. Stoi za ogrodzeniem wesołego miasteczka, z nosem między barierkami. I zastanawia się, czy wchodzić bez biletu…

Z tej samej kategorii