Arytmetyka diabła

„Zdziczenie” to nieładne słowo. Nawet głupiego nie wypada przyrównywać do czegoś kopytnego i obrośniętego sierścią.

WISLA KRAKOW - CRACOVIA KRAKOW
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

Trwoga i kabaret – takie było to show na Stadionie Narodowym. Nikt już wprawdzie nie zapytał z wyrzutem o to, kto wybierał drużyny do finału – jak nie tak dawno ministra Mucha – ale kiedy opadł dym, i tak można było trochę pochichotać. Bo cały ten spektakl zaczął w pewnym momencie przypominać ostatni odcinek popularnego serialu „Alternatywy 4”.

 

Tam gospodarzem był Stanisław Anioł, tu – Zbigniew Boniek. Co ich łączy? Przede wszystkim ta paląca gorliwość, z jaką pragnęli zadbać o zadowolenie swoich gości. A w końcowych rozrachunku – wizerunkowa katastrofa. Gdyby jeszcze sędzia Marciniak zamiast gwizdka wziął harmonię i ciemne okulary – jak ekranowy Balcerek – mielibyśmy pastisz niemal doskonały.        

 

Anioł przeszedł załamanie nerwowe, ale jeśli wierzyć sugestii reżysera, w dalszej perspektywie jego kariera nie doznała poważniejszego uszczerbku. Z Bońkiem będzie pewnie podobnie, chociaż trzeba przyznać, że sprzątanie bałaganu zaczął bez gracji. Oto na oficjalnej witrynie PZPN ukazało się wczoraj oświadczenie odnoszące się do poniedziałkowej zadymy. I już po pierwszym czytaniu widać, że przede wszystkim obnaża słabości piszącego lub piszących. Do sprawy nie wnosi dokładnie nic, za to fragmentami bawi i zasmuca jednocześnie. Nie chodzi już nawet o interpunkcję na poziomie rywalizacji o puchar Tymbarku. Poraża całokształt.  

 

Zacytujmy tylko kawałeczek. O tym, że bombardowany racami bramkarz Malarz „umie zachować klasę i spokój i wiedział, że każdy jego spontaniczny gest mógłby doprowadzić do jeszcze większego zdziczenia na sektorze poznańskiego klubu. Wyrażamy ubolewanie z tego powodu i  jako współorganizator imprezy zwyczajnie bramkarza Legii przepraszamy”.

 

Zamiast przeprosić kibiców i telewidzów, przeprosili jednego zawodnika. W dodatku „zwyczajnie”, tak jakby jakieś nadzwyczajne przeprosiny czekały na bramkarza, w którego za rok ktoś rzuci siekierką. No i jeszcze to „zdziczenie” – też nieładne słowo. Nawet głupiego nie wypada przyrównywać do czegoś kopytnego i obrośniętego sierścią.

 

Poziom literacki wystosowanego oświadczenia nasuwa jedną konkluzję. Skoro w krajowej federacji nie ma nikogo, kto umiałby się swobodnie i stosownie posłużyć językiem polskim, to nie powinniśmy oczekiwać, że finały Pucharu Polski będą bezpieczne. Ich organizacja to wyzwanie dalece poważniejsze niż zapisanie kartki papieru.  

 

W dawnych czasach, kiedy Zbigniew Boniek jeszcze nie wiedział, że będzie zasiadał w prezesowskim fotelu, często mówił w prasowych wywiadach tak: „Mój stosunek do ludzi jest bardzo klarowny. Jeśli ktoś jest dla ciebie grzeczny, bądź dla niego trzy razy grzeczniejszy. Ale jeśli ktoś jest dla ciebie niegrzeczny, bądź sześć razy niegrzeczniejszy”.

 

Czy po latach będzie pamiętał tę życiową dewizę? Czy w futbolowym światku uzna ją za użyteczną i uderzy nią w Lecha? I czy w dłuższej perspektywie nie będzie się ona kłócić z bilansem zysków i strat? Trzeba jeden wieczór poświęcić, żeby to wszystko dokładnie policzyć. Można śmiało zacząć od mnożenia przez sześć. Nawet jeśli kroczysz tropem Anioła, musisz czasem sięgnąć po arytmetykę diabła…      

Z tej samej kategorii