Figlarze z kreskówki

Pepsi Arenę goście rzadko kiedy opuszczają uśmiechnięci...
 /  fot. Łukasz Grochala  /  źródło: Cyfrasport

Na porcję baraniny legioniści nie tracą apetytu. Za chwilę Turcja. I jatka w Trabzonie.

 

Henning Berg, koneser szyku i dobrego stylu, szyte na miarę garnitury zamienił na przydługi, ale ciepły ortalion. Kalendarzowa jesień przyszła niepostrzeżenie - za nami już 1/3 sezonu zasadniczego. W dwóch poprzednich cyklach na tym etapie rozgrywek Legia też otwierała tabelę, a potem przekraczała metę rozgrywek jako pierwsza. Jeśli scenariusz ma się powtórzyć, niech droga na szczyt urozmaicona będzie takimi meczami jak ten, który widzieliśmy w miniony weekend na Pepsi Arenie.


Wykres obrazujący ligowe wizyty Macieja Skorży przy Łazienkowskiej wygląda do bólu symetrycznie. Jako opiekun najpierw Amiki, a potem Groclinu, Wisły i Lecha zanotował tu dwa zwycięstwa, dwa remisy i dwie porażki. Gdyby sobotni mecz mistrza z wicemistrzem potrwał nieco dłużej, być może ta symetria zostałaby jednak zachwiana, bo seryjne natarcia rozpędzonej Legii przerwał dopiero końcowy gwizdek arbitra. To był szlagier godny swego szyldu. W trzech poprzednich meczach w Warszawie poznaniacy nie zdobyli gola. Teraz do przerwy prowadzili 2:0, by w końcowych minutach pod własną bramką przeplatać już tylko desperację z heroizmem.

 

Po meczu trener Skorża wyraził nadzieję, że Legia nie zdominuje sezonu i nie będzie samotnym wilkiem, który bezkarnie pożera pozostałe drużyny. To samo musiał powiedzieć swoim zawodnikom przed spotkaniem, bo scenariusz ligowego hitu nie przypominał historii o czerwonym kapturku. Lech nie zapytał, dlaczego wilk ma takie wielkie zęby, tylko od razu zastawił wnyki. A wilk? Dał się złapać, ale chwilę potem – zupełnie jak w kultowej radzieckiej kreskówce – poczerwieniał i wycedził przez ściśnięte szczęki: nu pagadi! Wyrwał się z zasadzki, dogonił skorego do figlowania zająca i – inaczej niż w kreskówce – boleśnie go pokąsał. Efekt końcowy? Niespotykany. Wilk niesyty i owca niecała

 

Na porcję baraniny legioniści nie tracą jednak apetytu. Za chwilę Turcja. I jatka w Trabzonie.

Z tej samej kategorii