O Bergu i Brzęczku dziś najwięcej mówi się... w Zabrzu

Henning Berg, Jerzy Brzęczek
 /  fot. Piotr Kucza  /  źródło: newspix.pl

Trudno oprzeć się przekonaniu, że uprawianie trenerskiej profesji to nieustanny spacer na szafot. Jeśli jesteś szkoleniowcem i waśnie znalazłeś nową pracę, musisz wiedzieć, że to nic innego jak tylko uroczysty wstęp do egzekucji. Prędzej czy później ona nieuchronnie nastąpi. Taki fach, żadna siła tego nie zmieni.

Prawdopodobnie za kilkadziesiąt godzin przekona się o tym Henning Berg, który w styczniu tego roku przedłużył kontrakt z Legią do połowy 2018 roku. Były rozpięte pod szyją koszule, kamery, blaski fleszy i coś słodkiego dla tych, którzy na ogłoszenie nowiny przyszli. Fajnie zorganizowany teatrzyk, ale z przewidywalnym do bólu finałem.

 

Z trenerami jest trochę tak, jak z samolotami. Ile startów, tyle lądowań – choć naturalnie i ta reguła od czasu do czasu bywa łamana. Uderzająca różnica jest taka, że szkoleniowcy swoje loty kończą zwykle w trybie awaryjnym i nierzadko bez wysuniętego podwozia. Akurat Berg specjalnie się nie poobija, bo o tym, że traci wysokość przelotową, wiedział już od kilku tygodni. A poza tym nie musi na gwałt szukać nowego zajęcia. Jest zabezpieczony finansowo na najbliższe trzy lata.

 

Tymczasem w Katowicach na pasie startowym prędkości nabiera Jerzy Brzęczek. To oczywiście tylko niewyszukana metafora, bo tak naprawdę zaczyna spacer. Spacer na szafot. Zawsze zyskiwał sympatię publiki ogromną ambicją, sercem do walki i profesjonalnym podejściem do wykonywanych obowiązków. Taki był jako piłkarz, taki jest jako trener. I choćby z tego względu wypada mu życzyć przy Bukowej powodzenia – czyli odwleczenia w czasie egzekucji. Któregoś dnia, jak wielu jego kolegów po fachu, zostanie zdymisjonowany. Dzisiaj nie ma znaczenia, kiedy to nastąpi. Bardziej interesuje nas to, co po sobie pozostawi. Awans do ekstraklasy w dwa sezony? Super. Jeśli się uda, na szafocie będą laurki i może nawet ktoś zacznie klaskać. Taki urok tej roboty.

 

Zmienili więc w Katowicach, za chwilę zmienią w Warszawie. Gdyby jednak trzeba było poszukać jednego miasta, w którym dzisiaj najczęściej mówić się będzie jednocześnie o Bergu i Brzęczku, być może wskazać należałoby… Zabrze.

 

Nowy trener „GieKSy” wcale nie tak dawno był przecież kapitanem Górnika. Z kolei dwie dekady wcześniej właśnie stąd jako 24-letni zawodnik ruszył do Katowic, a zaraz potem na dwunastoletnią emigrację.

 

Zainteresowanie dyrygentem Legii wynika natomiast z ligowego terminarza, bo już w niedzielę przy Roosevelta zameldują się milionerzy ze stolicy. W tej chwili pewne wydaje się tylko jedno – będzie uroczyście. Szykuje się cmentarne tango Berga albo premierowe podrygi jego następcy. Od tej pory to on będzie pierwszy na liście straceńców...

Z tej samej kategorii