Był taki skecz

Ilekroć zaczynamy narodowe odliczanie do wielkiego turnieju piłkarskiego, zawsze wyrasta mi przed oczami przesympatyczna Marta Kielczyk z telewizyjnej „Panoramy”. Minęło już 15 lat od dnia, w którym nieświadomie stała się autorką i zarazem bohaterką jednego z najlepszych skeczy w historii małego ekranu.

Reprezentacja Polski
 fot. Krzysztof Dzierżawa  /  źródło: Pressfocus

Kiedy po wygranym meczu z USA kadra Jerzego Engela wracała z azjatyckiego mundialu do Polski, prezenterka zwróciła się na antenie do reportera wyczekującego przylotu polskiej ekipy na lotnisku. „Do której godziny przewidziana jest zabawa na ulicach Warszawy?” - zapytała z nieskrywanym entuzjazmem. Facet zareagował zwyczajnie, czyli struchlał i momentalnie zrobił się blady. Jak każdy człowiek posadzony na minie.

 

Pamiętamy doskonale, że zanim w meczu o honor nasi pogonili przykładnie Jankesów, zostali okrutnie rozbici przez Portugalczyków, a wcześniej boleśnie napoczęci przez Koreańczyków z południa. Czy dzisiaj z takiej grupy udałoby się zgrabnie czmychnąć do fazy pucharowej? To pytanie pozostanie bez odpowiedzi. Faktem jest natomiast, że po raz pierwszy w historii reprezentacja Polski kończy rok w czołowej „10” rankingu FIFA. Podopieczni Adama Nawałki w najnowszym notowaniu - opublikowanym w czwartek - plasują się na 7. lokacie. W porównaniu z poprzednim rokiem zanotowali awans aż o osiem pozycji.

 

To naturalnie powód do zadowolenia, wcale nie błahy. Gdyby jeszcze rankingową strukturę można było prostym ruchem przełożyć na mundialową prognozę, to ani chybi czekałby nas w Rosji ćwierćfinał. Tyle tylko że to nigdy nie działa w taki sposób. W szaleńczym wyścigu o moskiewski finał wszyscy wystartują z tego samego miejsca. A do celu dotrą tylko ci, którzy po drodze najrzadziej będą kaszleć.

 

Fani biało-czerwonych już dawno przestali się ekscytować światowym rankingiem. Coraz częściej słychać natomiast z ich strony głosy niepokoju - że z jedną gwiazdą w wyjściowej jedenastce i słabiutką ławką rezerwowych sukcesem będzie samo wyjście z grupy. Czy to przejaw tzw. typowo polskiej mentalności? Niekoniecznie. Raczej niezachwiane świadectwo tego, jak dojrzałym obserwatorem stał się dzisiaj polski kibic.

 

Od lat przytomnym recenzentem futbolowej rzeczywistości jest również szef PZPN, Zbigniew Boniek. Jeżeli ktoś po ojcowsku przestrzega przed niekontrolowaną euforią i rozdmuchiwaniem legendy o biało-czerwonej husarii, to zwykle jest to właśnie on. I nawet jeśli robi to z nieco przesadną asekuracją, to na pewno w dobrej wierze. Należy przecież do tych, którym nie wypada przypominać, jak długo naród czeka na roztańczone ulice polskich miast…

 

Z tej samej kategorii