Panowie, tylko bez cudów...

Dzięki selekcjonerowi reprezentacji Rumunii nie trzeba wiedzieć, które miejsce w rankingu FIFA zajmują obecnie biało-czerwoni. I nie trzeba wiedzieć, że jest to miejsce najwyższe w historii. Wystarczyło jedno zdanie Christopha Dauma: „Remis z Polską będzie dla nas cudem”. To jedno hasło w zupełności wystarczy, by zrozumieć, jaką markę stanowi dzisiaj na Starym Kontynencie armada Adama Nawałki.

Trening pilkarskiej reprezentacji Polski
 fot. Rafal Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Na czym polega największe osiągnięcie polskiego selekcjonera na przestrzeni ostatniego roku? Na przemianie – lęk przeistoczył się w irytację. Dokładnie 12 miesięcy temu byliśmy już we Francji i czekaliśmy na pierwszy występ w finałach Euro 2016. Towarzyszyły nam uzasadnione obawy, bo przecież dwa ostatnie sprawdziany przed mistrzostwami Europy wypadły słabiej niż średnio. Najpierw 1:2 z Holandią, a zaraza potem 0:0 z lichutką Litwą.

 

Co potem działo się na francuskiej ziemi – nikomu nie trzeba przypominać. I oto dzisiaj, po roku, zamiast utajonego lęku dominuje w nas irytacja. Jej źródłem jest fakt, że na mundial trzeba zaczekać jeszcze dokładnie rok. A my wolelibyśmy przecież za moment, za chwilę, nawet już. Nie możemy się doczekać wielkiego wyzwania, ale nie tylko dlatego, że dzisiaj boją się nas inni. Bo swojej siły nie musimy już budować wyłącznie na tym, co – z mniejszą lub większą dozą kurtuazji - powiedzą o nas rywale. Ta siła płynie rwącą kaskadą ze starannie zbudowanej samoświadomości. Każdy z obecnych kadrowiczów zna własną wartość i wie, że jest częścią drużyny, która mocą synergii budzi respekt nie tylko u europejskich średniaków, ale już także u drużyn o ustalonej od lat renomie.

 

Minęły czasy, kiedy przed niemal każdym eliminacyjnym spotkaniem – bez względu na jego lokalizację – wznosiliśmy modły o pomyślność. A nierzadko o cud. Dzisiaj jedyne nasze życzenie to… wieczór bez cudów. I właśnie takiego oczekujemy w sobotę.

 

Jest w tej chwili na świecie niewielu selekcjonerów, którzy przed pierwszym gwizdkiem bez wahania mogą zawołać: niech wygra lepszy! Trener Nawałka ma ten komfort. A razem z nim wszyscy ci, którzy założą dzisiaj koszulki z białym orłem, mimo że do meczowego protokołu znowu nie trafią – czyli cała rzesza wyczekujących na rosyjski mundial kibiców.

 

Nie brakuje przy tym głosów, że po raz pierwszy od 1982 roku pojedziemy na światowy czempionat po medal. Czy słusznie? Nie ma powodu, by silić się na odpowiedź już dzisiaj. Jest bowiem coś prawdziwego w teorii, która mówi, że za dużo czasu tracimy na rozpamiętywanie przeszłości i planowaniu przyszłości, trwoniąc w ten sposób wszystkie uroki teraźniejszości. A zatem – Warszawa, 10 czerwca 2017 roku, godz. 20.45. Rosja zaczeka. Czas na celebrę jest tu i teraz.

Z tej samej kategorii