Cichcem po złoto

Legia Warszawa
 /  fot. Szymon Górski  /  źródło: Pressfocus

Czy mieliśmy się obrazić na całą ekstraklasę za to, że w Amsterdamie Michał Żyro nie trafił w bramkę z dwóch metrów? No nie, byłoby to lekko śmieszne.

Niezawodna recepta na tytuł mistrza Polski jest już gotowa. Trzeba przyznać – dosyć osobliwa. Szczypta skupienia, szczypta ciszy, szczypta odosobnienia. Wszystko dokładnie zmieszać i popić szklanką wody. Może być sodowa.

 

Tak sobie to ładnie wymyślili piłkarze Legii, odmawiając kontaktu z dziennikarzami po finale Pucharu Polski. I już wiemy, że to nie był incydent. Cisza w eterze trwa i wiele wskazuje na to, że trwać będzie do zakończenia sezonu. „Bo chcemy się skupić na ostatniej prostej w drodze po mistrzostwo” – tłumaczą obrońcy tytułu.

 

Reakcje komentatorów na taki stan rzeczy, jak to zwykle bywa, są skrajnie rozmaite. Jedni podeszli do sprawy ze zrozumieniem, inni uznali zachowanie legionistów za „przejaw buractwa”. A Wojciech Kowalczyk słusznie zauważył, że mistrzowie jawnie lekceważą w ten sposób nie dziennikarzy, lecz swojego kibica. Również tego, który na karnet odkłada przez całe wakacje, a potem melduje się na każdym meczu. Nierzadko na wózku. Albo przychodzi tylko po to, żeby posłuchać trybun, bo od urodzenia nie widzi.

 

W szatni Legii nie było jednak sentymentów. Zapadła jednogłośna decyzja - nie gadamy. Nie było podziału na równych i równiejszych. Nie gadamy i kropka. Skąd takie postanowienie? Podobno piłkarzom podpadł jakiś pismak. Niekompetencją, nieudolnością lub nieuctwem - mniejsza o to. Podpadł i nastąpiła tak zwana obraza majestatu.

 

Ta werbalna tamponada jest trochę nie fair wobec całego środowiska medialnego. W każdej branży i w każdym miejscu pracy można przecież znaleźć jednostkę niekompetentną, nieudolną lub niedouczoną. Ba, uważny obserwator dostrzeże takie nawet na zielonej murawie. Czy mieliśmy się obrazić na całą ekstraklasę za to, że w Amsterdamie Michał Żyro nie trafił w bramkę z dwóch metrów? No nie, byłoby to lekko śmieszne. Tak samo zabawne byłoby jawne ignorowanie niefortunnego strzelca w następnych relacjach meczowych i tłumaczenie, że trzeba się skupić na tych, którzy w światło bramki trafiają.

 

Tak czy owak jest jeden niezaprzeczalny plus zbiorowej ciszy legionistów. Pojawia się oto szansa, że nieco częściej głos zabierała będzie Izabela Kuś, pełniąca funkcję rzecznika. Bardzo ładna dziewczyna - z przyjemną dykcją, o subtelnym sposobie bycia i niekrzykliwej aparycji. Na dodatek inteligentna. Kiedy ktoś zapyta, dlaczego piłkarze Legii nie chcą rozmawiać, najpewniej odrzeknie, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem. I poprosi, by na dowód tej tezy zaczekać najpóźniej do 7 czerwca.

Z tej samej kategorii