Kaszel spod pisuaru

Są świadkowie, którzy twierdzą, że Dąbrowski dobiegł do pisuaru na czas. Ale dla piłkarzy i kibiców z Chorzowa nie ma to większego znaczenia. Ruch i tak przegrał przecież mecz… przy Kałuży.

19.05.2017 CRACOVIA - RUCH CHORZOW EKSTRAKLASA PILKA NOZNA
 fot. Marcin Pirga  /  źródło: Cyfrasport

Wygląda na to, że Silesia została uratowana. Piłkarze Piasta Gliwice być może zdołali już zapomnieć, że wciąż są wicemistrzami kraju, ale pamiętają, że na Górnym Śląsku nikt nie gra dzisiaj w piłkę lepiej od nich.Po sobotnim zwycięstwie o miejsce w elicie mogą być praktycznie spokojni. A to oznacza, że ekstraklasa nie wystartuje w nowym sezonie bez drużyny z regionu.

 

O spokojnym śnie nie ma jednak mowy w Chorzowie. Wszystko wskazuje na to, że po 10 latach Ruch znów znajdzie się na zapleczu ekstraklasy. Nadal zachowuje wprawdzie szanse na uniknięcie degradacji, ale wiara w taki scenariusz jest zwyczajnie trudna. „Niebiescy” od wielu tygodni przypominają bowiem pacjenta OIOM-u, który w dni meczowe po cichu wychodzi na przepustkę. Tyle że za każdym razem ktoś zapomina wyjąć mu z gardła rurkę używaną do intubacji. Dlatego pacjent nieustannie kaszle, krztusi się i charczy. Dostaje baty i wraca na oddział.

 

Jest naprawdę źle – dorobek chorzowian z trzech ostatnich kolejek to zero punktów, z bilansem bramek 0:11. Tym razem polegli pod Wawelem, a „akcję meczu” przeprowadził pomocnik Cracovii, Damian Dąbrowski. W końcówce spotkania po prostu opuścił murawę, pobiegł skorzystać z toalety, po czym wrócił na plac gry – jak gdyby nigdy nic. Dyżurni prześmiewcy nie mogli przepuścić takiej okazji. Wzięli jednak na celownik nie piłkarza, który przed meczem źle zbilansował płyny, ale „Niebieskich”. Tacy słabi, że w każdej chwili rywal może wyjść za potrzebą bez narażania swojego zespołu na nieprzyjemności.

 

Są świadkowie, którzy twierdzą, że Dąbrowski dobiegł do pisuaru na czas. Ale dla piłkarzy i kibiców z Chorzowa nie ma to większego znaczenia. Ruch i tak przegrał przecież mecz… przy Kałuży.

 

Sprawa pozostaje zatem wyjątkowo śliska. A o równowagę tym trudniej, że batalia o być albo nie być nie odbywa się już na skraju przepaści, lecz na samej jej krawędzi. Grozą będzie wiać już do końca. Obserwując tę szamotaninę toczoną na bezdechu, trzeba jednak zadać jedno pytanie: czy na pewno upadek oznacza dla Ruchu tragedię? Nie brakuje chłodnych głosów, że to w tej chwili jedyna droga ku normalności. I że tylko wstrząs może uratować klub, który przez lata żył ponad stan, wykazując potencjał kreatywności głównie poza murawą.

 

Zupełnie inna sprawa to skansen architektoniczny, pielęgnowany przy Cichej stanowczo za długo. Akurat w nocy z soboty na niedzielę w całym kraju mogliśmy bezpłatnie odwiedzać muzea. Obiekt przy Cichej był zamknięty, choć tak po prawdzie - spełniał wszystkie wymogi formalne, by w akcji wziąć udział…

 

Z tej samej kategorii