Wyobraźnia z odzysku

Strzał w stopę Dariusz Wdowczyk potraktował jak draśnięcie. Bo cóż to takiego, skoro kiedyś przestrzelił sobie oba kolana naraz.

Dariusz Wdowczyk
 fot. Michał Stawowiak  /  źródło: Fokusmedia

Gdyby Dariusz Wdowczyk wiedział, co wydarzy się kilkadziesiąt godzin później, nie zgodziłby się na rozmowę z dziennikarzem „Sportu” w czwartkowe przedpołudnie. Albo przynajmniej ważyłby każde słowo, które wypowie. Ale że nie wiedział, no to mamy strzał w stopę. „Trudno mi sobie wyobrazić, że Wisła nagle się podniesie” – tak powiedział we wspomnianym wywiadzie. No a wczoraj został w tym klubie… głównym dźwigowym. I teraz musi podnosić sam.

 

Wyobraźnię odzyskał zatem w tempie godnym podziwu. Strzał w stopę potraktował przy tym jak niewinne draśnięcie. Bo cóż to takiego, skoro kiedyś przestrzelił sobie oba kolana naraz. Mowa rzecz jasna o procederze korupcyjnym, którym ubłocił swoje nazwisko chyba na zawsze. Wystarczy spojrzeć na komentarze internautów, jakie pojawiły się tuż po ogłoszeniu jego angażu w Wiśle. „Tu nie ma co trenować, tu trzeba dzwonić” – to jeden z łagodniejszych, a zarazem najczęściej powtarzający się.

 

Wdowczyk przechodzi do historii jako pierwszy trener, który na łamach „Sportu” zaprosił wszystkich na ligową kolejkę, a już po jej rozpoczęciu usłyszał ponaglające: „pan też niech przyjdzie, tylko szybciutko”. Niekoniecznie w stroju koktajlowym pojawić ma się dzisiaj w Niecieczy. Miejsce na debiut odrobinę niefortunne. „Słoniki” tratują ostatnio wszystko, co się rusza. Siłą rzeczy – leżących też…

 

O desperacji, jaka hula przy Reymonta, świadczyć może fakt, że Bogusław Cupiał złamał żelazną zasadę. Do tej pory nie zatrudniał szkoleniowców, którzy weszli w konflikt z prawem. Któż mógł więc przypuszczać, że o pomoc poprosi człowieka, który swego czasu został o świcie zakuty w kajdanki i wyprowadzony z domu przez funkcjonariuszy CBA. Za ustawianie meczów Korony Kielce skazany został przez sąd na trzy lata więzienia w zawieszeniu na pięć. A PZPN dorzucił do tego cztery sezony bezwzględnej dyskwalifikacji.

 

Może nie każdy pamięta, ale równo dekadę temu Wdowczyk finiszował po mistrzostwo Polski z warszawską Legią. Pewnie ochryple zaśmiałby się w twarz każdemu, kto powiedziałby mu wtedy, że za 10 lat na jedno skinienie zgodzi się na rolę strażaka - w dodatku zawołanego do gaszenia pożaru pod Wawelem. Ale już ustaliliśmy, że sama wyobraźnia to na futbol trochę za mało…

Z tej samej kategorii