Referencje pana Czesława

MECZ 30. KOLEJKA T-MOBILE EKSTRAKLASA SEZON 2014/15 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH IN WARSAW: LEGIA WARSZAWA - POGON SZCZECIN 2:1
 fot. Piotr Kucza  /  źródło: newspix.pl

Mało kto pamięta, że Rafał Murawski w zasadzie został wyrzucony z Lecha Poznań za niesubordynację z alkoholem w tle.

Czesław Michniewicz to równy facet. Sympatyczny dla znajomych i nieznajomych, zna się na piłce jak w tym kraju mało kto, no i naprawdę rzadko się myli, jeśli już wydaje jakiś sąd. Od dobrych kilku tygodni twierdzi otwarcie, że Rafał Murawski w kadrze Adama Nawałki sportowo by się obronił. A sam „Muraś” świetnie tym referencjom akompaniuje na boisku.

 

Wczoraj znów trafił do siatki. Od początku rozgrywek zrobił to już siedem razy. W czterech przypadkach jego gol dawał drużynie komplet punktów, w trzech pozostałych - zapewniał remis. To oznacza, że 34-letni zawodnik rozgrywa najlepszy sezon w karierze. Do tej pory w jednym cyklu zdobył co najwyżej cztery bramki. A w dwóch ostatnich - w sumie pięć.

 

Dzisiaj mało kto już pamięta, że został w zasadzie wyrzucony z Lecha Poznań za - nazwijmy to - niesubordynację z alkoholem w tle. Trafił do Szczecina i przeżywa tu drugą młodość. Efekt? Coraz liczniejsze grono ekspertów z mniejszym lub większym entuzjazmem reaguje na głosy sugerujące powrót Murawskiego do reprezentacji.

 

Temat rzeczywiście może się wydawać „na czasie”, bo z problemami zdrowotnymi borykają się akurat dwaj piłkarze, którzy w zakończonych jesienią eliminacjach odegrali kluczowe role w środku pola. Tomasz Jodłowiec leczy uraz ścięgna Achillesa, co jest nad wyraz dokuczliwe i lubi się często odnawiać, z kolei Krzysztof Mączyński niedawno leżał na stole operacyjnym. Jego kolano ma się coraz lepiej, ale tak naprawdę gotowość do turniejowej batalii zweryfikuje dopiero boisko. Tymczasem w drugiej linii jednym Grzegorzem Krychowiakiem rywali po kątach nie porozstawiamy.

 

Antagoniści Murawskiego twierdzą jednak, że pomysł z jego reaktywacją zakrawa na groteskę. I przypominają, w jakich okolicznościach straciliśmy ostatnią bramkę podczas finałów Euro 2012. Błąd „Murasia” w środkowej strefie, a potem jego rozpaczliwa pogoń za Petrem Jiraczkiem przez niemal pół boiska. Gonił rywala tak długo, aż… piłka znalazła się w polskiej bramce. Zupełnie jak kiedyś Jerzy Brzęczek Fredrika Ljungberga na Stadionie Śląskim.

 

Tak na marginesie - obaj pomocnicy dokładnie w ten sam sposób zakończyli reprezentacyjne kariery. Po spektakularnym, acz nieudanym pościgu za przeciwnikiem zaliczyli jeszcze tylko dwa mecze w biało-czerwonych barwach. Wchodzili z ławki, w trakcie drugiej połowy. I potem koniec. Tyle że Brzęczek miał 28 lat, a Murawski był trzy lata starszy…

 

Co ciekawe, obecny kapitan Pogoni kończył przygodę z kadrą u selekcjonera Waldemara Fornalika, którego wczoraj w Szczecinie zasmucił. Czy będzie umiał popsuć humor komuś, kto stanie na drodze biało-czerwonych w finałach Euro 2016? Dzisiaj taka wizja wydaje się mimo wszystko mocno fantazyjna. Ale przecież Adam Nawałka... już dawno uczynił z wyobraźni sztukę.

 

Z tej samej kategorii