Żywoty belfrów

Franciszek Smuda
 fot. Wojciech Szubartowski  /  źródło: Pressfocus

Wystarczy sobie przypomnieć, gdzie 5 lat temu był Franciszek Smuda i zobaczyć, gdzie jest dzisiaj. No więc wiosną 2012 roku „Franz” w roli selekcjonera otwierał uroczyście Stadion Narodowy w Warszawie.

Wiosną 2022 roku Adam Nawałka będzie się desperacko bronił przed spadkiem z ekstraklasy, dowodząc hordą słabeuszy gdzieś na futbolowej prowincji. Niedorzeczność? Tylko pozornie. Pięć lat to w futbolu szmat czasu. Wystarczy sobie przypomnieć, gdzie 60 miesięcy temu był Franciszek Smuda i zobaczyć, gdzie jest dzisiaj. No więc wiosną 2012 roku „Franz” - a jakże, w roli selekcjonera - otwierał uroczyście Stadion Narodowy w Warszawie. Na długo wyczekiwaną inaugurację przyjechała reprezentacja Portugalii z Cristiano Ronaldo na czele. Na trybunach - 53 tysiące ludzi. Nie szkodzi, że skończyło się 0:0. Każdy z widzów miał wrażenie, że właśnie przeszedł do historii. A wczoraj? Pan Franciszek znów w roli trenera. Tym razem Lublin. Na widowni hulał z chichotem wiatr, a w szeregach rywala na pozycji CR7 hasał Arek Woźniak. Skończyło się 0:1. Nikt do historii nie przeszedł.


Teraz to samo, tylko z perspektywy Nawałki. Na przedwiośniu 2012 roku pracował w biedniutkim Górniku Zabrze i codziennie zastanawiał się, kto bardziej zasługuje na miejsce w wyjściowym składzie - Bemben czy Bębenek. Dzisiaj natomiast obraca się w trochę innej rzeczywistości. Wraz z całą resztą reprezentacyjnych gladiatorów unosi się wysoko na fali popularności, którą sam stworzył. A jutro z satysfakcją przyjmie publikację najnowszego rankingu FIFA. Drużyna narodowa znajdzie się w nim na 12. pozycji - najwyższej w historii. Przed Anglią i Włochami.


Takiego scenariusza Nawałka nie mógł przewidzieć, dowodząc ligowcami na Roosevelta. Tak samo Smuda nigdy nie był w stanie przewidzieć tak ponurego wieczora jak ten wczorajszy, kiedy tłumaczył swoim podopiecznym warianty zatrzymania Ronaldo. Dlatego właśnie wiosną 2022 roku wszystko jest możliwe. Dziś wierzymy wprawdzie, że reprezentacja Polski pod wodzą pana Adama będzie sposobić się wtedy do mundialu w Katarze, ale historia - nawet ta najmłodsza - uczy pokory skutecznie i ze swadą.


Co łączy dzisiaj Smudę z Nawałką? Być może przekonanie, że prowadzone obecnie przez nich zespoły… nie potrzebują belfra. Górnik zagrałby tak samo fatalnie, gdyby „Franz” nie dotarł na czas na stadion, a o biało-czerwonych nie obawialiśmy się w Podgoricy (to już niebawem), nawet jeśli ich boss z jakiegoś powodu nie mógłby nimi dowodzić.
Zresztą przypominają się od razu zakończone dla nas blamażem finały Euro 2012. Dopiero długi czas po nich kadrowicze przestali ukrywać, że za każdym razem czekali aż „Franz” skończy przedmeczową przemowę, by zaraz potem między sobą ustalać, jak trzeba zagrać. Niewykluczone, że podobnie jest dzisiaj w Łęcznej. Poszukiwanie wspólnego mianownika klęski nie należy zwykle do łamigłówek najtrudniejszych…

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~curesUżytkownik anonimowy
~cures :
No photo~curesUżytkownik anonimowy
Z jednej strony autor dopatruje się podobieństw, z drugiej dostrzega też i różnice w karierach obu selekcjonerów. Różnica jest jednak podstawowa, a mianowicie sprowadza się do jakości i wyników wykonywanej pracy.
Nawałka z dość przeciętnym Górnikiem osiągał znakomite jak na możliwości klubu rezultaty (nie do powtórzenia obecnie), podobnie wysoko wywindował kadrę (a więc dwa razy na plus). Z kolei Smuda kompletnie nie sprawdził się jako trener reprezentacji, a obecnie dołuje w tabeli Górnika Łęczna bez większych widoków na poprawę (dwa razy na minus). Pytanie na jak długo działaczom z Łęcznej wystarczy cierpliwości?
Nie chodzi więc o to (tylko), jakie stanowisko się zajmuje, ale o to (również) czy wykonywana praca przynosi efekty. Nie trzeba być na szczycie, żeby zasłużyć na miano fachowca i profesjonalisty.
8 mar 21:56
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii