Najdłuższy szpagat Europy

Krzysztof Mączyński
 fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Zawsze powinna zapalać się czerwona lampka, kiedy ktoś na kilkaset minut przed zakończeniem eliminacji twierdzi, że jedną nogą jesteśmy w finałach wielkiego turnieju.

Zawsze powinna zapalać się czerwona lampka, kiedy ktoś na kilkaset minut przed zakończeniem eliminacji twierdzi, że jedną nogą jesteśmy w finałach wielkiego turnieju. A tak właśnie dzieje się przynajmniej od czerwcowego meczu z Gruzją. Zewsząd słychać głosy, że już nic złego nie może nam się przydarzyć i że jesteśmy na autostradzie do Francji. Czy rzeczywiście? Nic bardziej złudnego. Cena za uporczywe forsownie podobnych teorii może okazać się nad wyraz drakońska…

Lepiej być dzisiaj obiema nogami we Frankfurcie nad Menem, niż jedną nogą we Francji. Każdy, kto myśli inaczej, sili się na najdłuższy szpagat współczesnej Europy. I powinien mieć świadomość, że z takiej figury czasem o własnych siłach już się nie wstaje.

Nie fantazjujmy o francuskich stadionach w momencie, gdy zaczynamy szalenie trudny finisz eliminacji. Dzisiaj Niemcy, potem wprawdzie Gibraltar zamiast odnowy biologicznej, ale na samym końcu czekają na nas nieobliczalni, żądni kości i zdolni do wszystkiego Wyspiarze. Co znaczy starcie z nimi, pokazały pierwsze konfrontacje. Szkoci tylko cudem nie urwali nogi Lewandowskiemu, a Milik z Dublina tylko cudem uniknął wielogodzinnej interwencji chirurga. W październiku obejrzymy dwie takie wojny w odstępie trzech dni. Jakaś różnica w porównaniu z poprzednimi potyczkami? Tylko z pozoru subtelna. Wtedy Wyspiarze grali o punkty, teraz zagrają o życie. Jeśli nie cofnęli nogi wówczas, to teraz… lepiej nie rozbudzać wyobraźni.

W tej chwili jeszcze tego nie wiemy, ale niewykluczone, że dzisiejszy mecz we Frankfurcie to dla nas najważniejszy moment eliminacji. Na mecie o wszystkim decydować może jeden mały punkcik. Być może ten, który wyszarpiemy dzisiaj wieczorem. Dlaczego tylko jeden, skoro biało-czerwoni zapewniają, że nikogo się już nie boją i że przyjechali po kolejny triumf nad mistrzami świata? W porządku, niech przywiozą trzy. Ale jeśli przynajmniej połowa z nich uwierzyła, że jedną nogą jesteśmy we Francji, może być trudno nawet o remis.

Łatwo dziś pomyśleć, że porażka z Niemcami nie będzie stanowić dla nas żadnej krzywdy, bo i tak mamy później trzy mecze, by ewentualną stratę odrobić. Ale uwierzyć w to samo na godzinę przed Szkocją lub Irlandią będzie o wiele trudniej, a wtedy autostrada do Francji może w jednej chwili zasnuć się mgłą. Jaka zatem sugestia na dzisiaj? Zamiast sięgać po wielkie słowa, bójmy się mistrzów świata dokładnie tak, jak baliśmy się ich 11 miesięcy temu. Respekt wobec rywala potrafi sparaliżować – zgoda. Ale brak respektu to wciąż ryzyko, na które jeszcze nas nie stać…

Z tej samej kategorii