Babskim okiem: Sport zimowy, raczej z tych ekstremalnych

Mamy kolejny sport zimowy - zimowe pływanie. Sport, raczej z tych ekstremalnych, ale przecież mający swych, może nielicznych, ale i zagorzałych zwolenników. I to na pewno odnotować należy. Chociaż śmiem twierdzić, że narciarstwa, łyżwiarstwa czy saneczkarstwa zimowe pływanie nie przebije. I Polacy na pewno nadal kibicować będą skoczkom, zimowe pływanie traktując jako ciekawostkę.

plywanie zima
 źródło: Materiał prasowy

Mój stary wrócił do domu zmarznięty i wyraźnie… wstrząśnięty – teatralnym szeptem informowała mnie moja ulubiona sąsiadka. – To, że zmarzł, wcale mnie nie zaskoczyło. W końcu zimę mamy. Ale co nim tak wstrząsnąć mogło? To właśnie, nie ukrywam, wzbudziło moją wrodzoną ciekawość.

 

– Na spacer sobie poszedł – pytlowała sąsiadka – żeby się od obowiązków domowych, zgodnie zresztą ze swą wieloletnią tradycją, wymigać. Nad Szlomiok w Dolinie Trzech Stawów go zaniosło, bo tam najchętniej chadza. W czym zresztą osamotniony nie jest, bo to ulubione miejsce spacerów wielu katowiczan. No i co tam w mroźny, styczniowy dzień zobaczył? Pływaków, którzy sobie w lodowatej wodzie zawody urządzili.

 

Żadnych tam narciarzy czy łyżwiarzy – co zważywszy na porę roku byłoby widokiem normalnym. Nawet nie wędkarzy, którzy by ryby w przeręblach łowili. Nic z tego. Zobaczył pływaków-twardzieli, co to z różnych krajów przyjechali, żeby w lodowatej wodzie sobie popływać.

 

Panie i panowie w zawodach Pucharu Świata, będących jednocześnie otwartymi mistrzostwami Polski w zimowym pływaniu, walczyli. Woda, w której pływali  miała temperaturę niewiele powyżej zera. Dookoła mróz, śnieg, lód i na sam widok zawodników w kostiumach kąpielowych jeszcze zimniej się robiło.

 

Trudno zatem się dziwić, że jednymi z cichych bohaterów tej imprezy byli więc pracownicy katowickiego WOPR, którzy całą poprzedzającą zawody noc,  spędzili na pilnowaniu wykutych w lodzie torów, aby te ponownie na zamarzły.

 

Ja, za samo wejście do takiej wody, każdemu ze śmiałków z góry medal bym dała. To przecież bohaterstwo w czymś takim się zanurzyć, no i na dodatek uważać też przecież trzeba, żeby się o lód nie pokaleczyć. Więc dlaczego oni to robią? Bo w końcu ilość uprawiających zimowe pływanie – prawdziwie zimowe, a nie to zimą, ale pod dachem, na ogrzewanej pływalni – stale podobno rośnie.

 

Bo lubią, co zresztą wyraźnie podkreślił ten, który tytuł mistrza w pływaniu na 1000 metrów zdobył, Czech Rostislav Vitek. Pan Rostislav uważa, że jest to znakomity sposób na utrzymanie ciała w dobrej kondycji. Chociaż, do czego się przyznał, do tych zawodów trenował jednak w ciepłym basenie.

 

Najszybsza zaś z pań, Argentynka Victoria Morii stwierdziła ze śmiechem, że może to był i szalony pomysł, i że w tak zimnej wodzie jeszcze nie pływała, ale postanowiła spróbować. No i się udało.

 

Polacy i w tej sportowej specjalności od światowej czołówki nie odstają. Na co najlepszym dowodem jest trzecia lokata Marcina Trudnowskiego.

 

Mamy zatem kolejny sport zimowy. Raczej z tych ekstremalnych, ale przecież mający swych, może nielicznych, ale i  zagorzałych zwolenników. I to na pewno odnotować należy. Chociaż śmiem twierdzić, że narciarstwa, łyżwiarstwa czy saneczkarstwa, zimowe pływanie swą popularnością nie przebije. A mój szanowny małżonek, który na widok  zimowych pływaków wstrząsu doznał, opowiedział się natychmiast i zdecydowanie za swym ulubionym sportem. Zasiadł przed telewizorem, z lubością oddając się oglądaniu narciarskich skoków.

 

Z tej samej kategorii