Babskim okiem: Nokaut poza ringiem

 Boks
 fot. T MAREK BICZYK  /  źródło: newspix.pl

To, że panie okładają się pięściami w ringu, nikogo już nie dziwi. Wszak damski boks jest pełnoprawną dyscypliną olimpijską. Ostatnio jednak okazuje się, że u nas, nad Wisłą, krewkie panie postanowiły swe porachunki z ringu przenieść na szersze forum. Chyba ktoś wyszedł z założenia, że sędziowski werdykt werdyktem, a sprawiedliwość musi być po „naszej” stronie.

 

Mówiąc najkrócej, w czasie pięściarskich mistrzostw Polski pań w Grudziądzu, w półfinałowej walce, Sandra Drabik okazała się lepsza od Eweliny Wicherskiej. Sędziowie wątpliwości nie mieli, bo wynik brzmiał 4:1 dla Drabik i to ona miała zmierzyć się w finale z Angeliką Grońską.

 

Do tej walki jednak nie doszło, bo Drabik została zaatakowana kilkadziesiąt minut po półfinałowym zwycięstwie – podobno w okolicach stołówki – przez pokonaną rywalkę, która za nic nie chciała się ze swą przegraną pogodzić. W sukurs ruszyła jej sekundantka, biegła w sztukach MMA.

 

No i cała sprawa miała ciąg dalszy w szpitalu oraz na policji, bo teraz dojść trzeba kto na kogo tak naprawdę napadł i co komu wykręcił czy przetrącił. Panie bowiem odeszły od reguł „szlachetnej szermierki na pięści”, w kąt rzuciły rękawice i gołymi pięściami okładały się gdzie popadło.

 

Wściekłość doprowadziła je prawie do stanu wrzenia, a emocje zagłuszyły przysłowiowy zdrowy rozsądek. A wieść gminna niesie, że baby – jak się już naprawdę wściekną – to okazać się może, że męskie zdenerwowanie jest przy tym jak mały pikuś.

 

A tu przecież – na dodatek - o przedstawicielki sportów walki  idzie, którym wyprowadzenie prawego sierpowego czy lewego prostego najmniejszego problemu nie sprawia. Więc to nie przelewki.

 

 

Ale bądźmy sprawiedliwi. Takie występy zdarzały się i przedstawicielkom sportów uważanych za bardziej „eleganckie”, a i łyżwiarstwo figurowe też potrafiło zapisać się nieźle w podobnych aferach. Wystarczy tu wspomnieć chociażby osławioną Tony’ę Harding. Amerykankę, która wysłała swego małżonka, aby ten gazrurką przetrącił kolano rywalce, znienawidzonej Nancy Kerrigan. Tak ją poniosło. Potem została oczywiście dożywotnio zdyskwalifikowana, na taflę nie wróciła i próbowała robić karierę na bokserskim ringu. Jednak bez sukcesów.

 

 

A i panowie wcale nie pozostają w tyle. Któż nie pamięta chociażby Mike’a Tysona. Wprawdzie 28 czerwca tego roku minie już 20. rocznica owego słynnego wydarzenia, to wszyscy znakomicie pamiętają, jak to rozwścieczony Mike odgryzł w ringu kawałek ucha Evanderowi Holyfieldowi . Bokserzy jak bokserzy, ale i piłkarze nie lepsi. Taki Luis Suarez zasłynął przecież z tego, że na boisku lubi… ugryźć. I nie bez powodu prezes Barcelony dementował pogłoskę, że Urugwajczyk nie ma jednak w kontrakcie specjalnej klauzuli, dotyczącej zakazu gryzienia przeciwników.

Z tej samej kategorii