Babskim okiem: Instrukcja obsługi

Ostatnio wiele mówiło się o odbieraniu olimpijskich medali. Tracili je ci, których przyłapano na stosowaniu niedozwolonego dopingu. Takich wstydliwych wpadek było sporo. Ale żeby ktoś miał medale oddawać? Tego jeszcze nie było. Nie idzie tu o całkowity zwrot cennego trofeum, ale o… reklamacje. Krążki te nie wytrzymują bowiem próby czasu. Po prostu rdzewieją.

 Anita Włodarczyk
 fot. TOMASZ MARKOWSKI  /  źródło: newspix.pl

A to ci historia – dziwiła się moja ulubiona sąsiadka. – Medaliści olimpijscy z Rio de Janeiro mają problemy, o jakich żadnemu z ich poprzedników nawet się nie śniło. A do organizatorów ostatnich igrzysk nadchodzi – jak podają agencje - coraz więcej przesyłek, zawierających uszkodzone medale. Większość z nich jest skorodowana.

 

Winowajca, czyli brazylijska mennica, która krążki wyprodukowała - a teraz musi naprawiać i doprowadzać do stanu byłej  świetności - tłumaczy ową wpadkę tym, że były one w niewłaściwy sposób przechowywane i traktowane.

 

Czyżby sportowcy nie potrafili szanować czegoś, co jest dla nich czymś niezwykle cennym? Bardzo w to wątpię. Przecież w każdy taki krążek włożona została olbrzymia praca i z każdym wiąże się jakaś historia. Ale organizatorzy igrzysk w Rio żałują, że nie załączali do każdego krążka… instrukcji obsługi.

 

Nie będziemy tu oczywiście robić wyceny owych medali. Dla sportowca, który taki krążek zdobył jest on przecież zawsze – bezcenny. Nigdy też wcześniej nie zdarzyło się, aby zgłaszano tego typu reklamacje. Medale bowiem z biegiem czasu nie tylko nie traciły na wartości, ale wręcz przeciwnie.

 

Wystawiane na aukcjach świeciły pełnym blaskiem i osiągały czasem zawrotne sumy. Tak, jak złote medale Jesse’go Owensa wywalczone w Berlinie w czasie igrzysk w roku 1936, z których jeden został sprzedany za rekordową sumę ponad 1 miliona 466 tysięcy dolarów! Przetrwał lata w dobrym stanie. A teraz taka wpadka. Wstyd.

 

Gdzieś czytałam, że medale, które najlepsi z najlepszych wywalczyli w czasie Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi, poddawano testom na jakość i wytrzymałość przez ponad miesiąc. Testowano je w warunkach ekstremalnej zmiany temperatur, zanurzano w szampanie, rzucano nimi o podłogę, a nawet próbowano pogryźć. Być może jakość tych „zimowych” krążków musiała być wyższa. Chociażby ze względu na niższe temperatury. To oczywiście żart. 

 

A wpadka Brazylijczyków niech po prostu posłuży innym za przestrogę. Może wtedy, w przyszłości, nie trzeba będzie zasłaniać się wymówką, że sportowcom zapomniano wręczyć… instrukcję obsługi medali.

Więcej na temat:Babskim okiem, Lidia Nowakowa
Z tej samej kategorii