Babskim okiem: Koncert biało-czerwonych

 Złota sztafeta kobiet
 źródło: Pressfocus

Ależ to był weekend! Wspaniały, medalowy, wręcz… koncertowy – entuzjazmowała się moja ulubiona sąsiadka. - Ten grad medali. Emocje, wzruszenia i radość. Wielka radość. Takich momentów kibice łakną jak przysłowiowa kania dżdżu. Na takie chwile czekają z utęsknieniem, bo to one przecież są solą sportu. O takich chwilach fani sportu marzą, a ich wspomnienie towarzyszy im przez lata

Złota drużyna skoczków, którym w Lahti nie był w stanie dorównać nikt, została bez wątpienia jednym bohaterów minionego weekendu. To przecież historyczne osiągnięcie biało-czerwonych. Kamil Stoch, Maciej Kot, Dawid Kubacki i Piotr Żyła. Oni skakali najlepiej i najdalej. Po złoto i mistrzowski tytuł. Byli najlepszymi z najlepszych. No i to złoto nie pojedyncze, ale poczwórnie zwielokrotnione. Poczwórna radość i poczwórne szczęście. Takie wspólne osiągnięcie czwórki przyjaciół to rzecz - bezcenna. A szczęście kibiców – przeogromne. Takie zwycięstwo nigdy wcześniej nie było nam dane.

 

Ale widać taka poczwórna radość bywa zaraźliwa, bo w Belgradzie - w czasie halowych mistrzostw Europy - kolejne dwa polskie kwartety, kobiecy i męski, także okazały się najlepsze i najszybsze. Patrycja Wyciszkiewicz, Małgorzata Hołub, Iga Baumgart i Justyna Święty oraz Kacper Kozłowski, Łukasz Krawczuk, Przemysław Waściński i Rafał Omelko to złote sztafety 4 x 400, które stanęły na najwyższym stopniu mistrzowskiego podium. Brawo! A przecież nie tylko oni w stolicy Serbii wygrywali. Złoto wywalczyliśmy tam bowiem aż siedmiokrotnie, a prócz sztafet najlepszymi okazali się - Piotr Lisek w skoku o tyczce, Konrad Bukowiecki w pchnięciu kulą, Marcin Lewandowski na 1500 metrów, Adam Kszczot na 800 i Sylwester Bednarek w skoku wzwyż. No i w ten weekend wszyscy oni – i my oczywiście także – mogliśmy więc aż ośmiokrotnie wysłuchać Mazurka Dąbrowskiego. Wraz z naszymi sportowymi bohaterami, mogliśmy wspólnie przeżyć te wspaniała chwile, kiedy to biało-czerwona wędruje na najwyższy maszt i grają nasz hymn. To piękne chwile radości, wzruszenia i dumy.

 

A dlaczego tak patriotycznie? – zapytacie. Otóż sprawa jest dość prosta i oczywista. Całkiem niedawno, bo 26 lutego, obchodziliśmy 90. rocznicę ustanowienia Mazurka Dąbrowskiego naszym hymnem narodowym.  Może ktoś powiedzieć, że polscy sportowcy obchodzili to święto z niejakim… poślizgiem. Ale za to jak hucznie! I dzięki ich sukcesom mogliśmy sobie posłuchać Mazurka Dąbrowskiego do woli. Powiedzieć więc można – chyba bez przesady – że był to naprawdę koncertowy weekend. Więc  brawo! I bis! Bis! Bis! Bo Mazurka chcielibyśmy słuchać tak często, jak to tylko będzie możliwe.

Z tej samej kategorii